poniedziałek, 11 czerwca 2018

KOSZMAR WOJNY I TRUDNA LEKCJA HISTORII

Film pt. „1914-18: Triumf okrucieństwa i absurdu” to dokument ukazujący koszmar I wojny oczami francuskiego żołnierza.

Jak pisze Norman Davies w książce pt. „Europa. Rozprawa historyka z historią”, w czasie I wojny światowej „poległo ponad 10 milionów żołnierzy – przeważnie młodych, żonatych mężczyzn lub kawalerów. Nazwano ich «straconym pokoleniem». Ciężar ich służby wojskowej, ich śmierci, ich ran spadł na barki rodzin, szczególnie kobiet. Pracowały w fabrykach amunicji i w biurach oraz wykonywały wiele zajęć, które dotąd były dla nich niedostępne: były motorniczymi, dyrektorami, wydawcami gazet (…) europejskim kobietom udało się, jak nigdy dotychczas, wydostać się spod ochronnego klosza domu i rodziny. Świadectwem tej przemiany stal się szeroki ruch na rzecz emancypacji. Ale koszty społeczne i psychiczne były ogromne. Odpowiednikiem straconego pokolenia młodych mężczyzn stało się porzucone pokolenie młodych wdów i samotnych starych panien, których szansa na znalezienie życiowego partnera leżała pogrzebana w błocie okopów razem ze szczątkami mężczyzn, których niegdyś kochały”.

We wspomnianym filmie można usłyszeć takie słowa:

„Nienawiść, straszne słowo, ale nagle staje się modne (…) Wszyscy próbują nam wmówić nienawiść do wroga. Rozpoczyna się szeroko zakrojona nagonka: «Te luterańskie diabły są wyjątkowo brutalne wobec księży, których oskarżają o podżeganie do oporu». Gazety dokładają swoje, twierdzą, że Niemcy odcinają dzieciom ręce. Wraca stara historyjka jak to cywilizowany naród musi walczyć z barbarzyńcami. Ale gwałty są prawdziwe. Każdy żołnierz na myśl, że ktoś tknie jego żonę wpada w szał. Na temat propagandy żołnierze maja podzielone zdania. Obejrzałem film, który był paskudnym montażem najgorszych scen. W filmie pełno jest słów typu: «niemiecka kultura jest grubiańska i toporna. To brutale o brzydkich twarzach». Prasa jest tym zachwycona, ale słowa o niższości rasy wrogów w ustach naszego rządu sprawiają, że aż się gotuje. Po drugiej stronie zawsze są dzikusy, jakie to dla nich proste: «Niemcy mają inny zapach ciała niż my. Ich oddech i fekalia wydzielają przerażający smród. Nie panują nad tym. Niemcy śmierdzą jak skunksy».

Wojna to doskonała okazja do organizowania krucjaty przeciwko antychrystowi: «Ten drań niszczy krzyże, bombarduje kościoły i katedry, a nawet profanuje gotyckie dzieła sztuki. To na pewno robota pogan i niewiernych, których należy nienawidzić z całego serca i całej duszy». Nigdy nie zapomnę kazania arcybiskupa Londynu. Gdybym był wierzący spaliłbym się ze wstydu, ale straciłem wszelką wiarę, więc tylko splunąłem z obrzydzeniem. Właśnie taka jest wojna: łzy i plwociny. «Jesteście obrońcami cywilizacji, siłami dobra przeciwko siłą zła. Ta wojna, to prawdziwa krucjata. Zapewniam was, Niemcy nie zachowują się tak jak my. Nie myślą jak my i nie są jak my dziećmi Boga. To oni bombardują miasta, w których żyją niewinni cywile. Zasłaniają się kobietami i dziećmi. Czy tak postępują dzieci Boga? Z Bożą pomocą musicie zabijać Niemców. Dobrych i złych. Młodych i starych. Zabijcie ich wszystkich!»”.

wtorek, 5 czerwca 2018

czwartek, 31 maja 2018

NEVER WALK ALONE

O błędach Lorisa Kariusa, bramkarza F.C. Liverpool, które popełnił w meczu finałowym Ligi Mistrzów napisano bardzo wiele. Kiedy jeden z moich znajomych napisał na swojej Facebookowej tablicy coś w stylu, że „bramkarz Liverpoolu powinien zostać dyscyplinarnie wyrzucony”, przypomniałem sobie historię Jerzego Dudka – też zawodnika The Reds. 

Jego pierwszy sezon w Lidze Angielskiej (2001/ 2002) był bardzo udany. Następny zaczął się też pomyślnie, lecz później, nasz reprezentacyjny bramkarz, miał kilka wpadek. Największą zaliczył w meczu z Manchesterem United. Jamie Carragher w polu karnym zagrał głową do Dudka, jednak piłka prześlizgnęła mu się między nogami i Diego Forlan z bliska strzelił do pustej bramki. Angielskie gazety publikowały zdjęcia tej nieporadnej interwencji. Wydawcy prześcigali się w wymyślnych i drwiących tytułach. W rezultacie Jerzy Dudek został odsunięty od gry i posadzony na ławce rezerwowych. Ale to nie był koniec jego kariery. Bramkarz nie poddał się, ciężko pracował na treningach by znów osiągnąć sukces. Kiedy w sezonie 2004/2005 był odsuwany z gry, nie rezygnował, trenował wytrwale i trud się opłacił. Jerzy Dudek sięgnął, ze swoją klubową drużyną F.C. Liverpool, po puchar Ligii Mistrzów.

Gdy Jerzy Dudek przeżywał trudne chwile w swojej zawodowej karierze, piłkarze The Reds założyli koszulki z napisem: „Jurek jesteśmy z tobą”. Ta postawa była odzwierciedleniem filozofii klubu, którego hymn głosi: „Więc idź poprzez deszcz, idź poprzez wiatr – nawet, gdy twoje marzenia zostaną zniszczone i rozwiane. Idź naprzód, z nadzieją w sercu. Nigdy nie będziesz szedł sam”.

Porażki, choć tego nie chcemy, to jeden z elementów naszego życia. Wraz z nimi pojawia się zniechęcenie. Mnożą się wątpliwości: „Czy nadaję się do tego, co robię?”, „A może trzeba dać sobie spokój…”. Także w chrześcijańskim życiu i służbie pojawiają się okresy, o których wolelibyśmy zapomnieć. Przynajmniej ja tak miewam. Czasami doświadczamy „wpadek” i puszczamy „szmaty” (używając terminów piłkarskich). Wzlatujemy jak orły lecz kończymy jak krety – z nosem w ziemi.

Batalia ze zniechęceniem, które towarzyszy niepowodzeniom w różnych dziedzinach życia, jest jedną z największych bitew, jakie musimy staczać. W wirze tej batalii jakże ważna może okazać się rola innych chrześcijan, aby wrócić na „szczyt” i do miejsca użyteczności. Mnie też dane było doświadczyć pomocy przyjaznych ludzi w sytuacji osamotnienia, zniechęcenia czy frustracji wynikającej z niepowodzeń. Ich postawa była praktycznym wyrazem słów Pawła: „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnijcie zakon Chrystusowy”. Porażka, rezygnacja, zmęczenie, słabość, niezdarność, osamotnienie, brak powodzenia, to niektóre rodzaje brzemion, które nosimy. Tekst biblijny zachęca nas, abyśmy byli gotowi zaangażować się w pomoc tym, którzy doświadczają tego typu rzeczy. Sam też potrzebuję uczyć się takiej właśnie postawy. Łatwiej krytykować niż zachęcać. Prościej drwić z niepowodzeń niż podać pomocną dłoń…

Oby w naszym życiu więcej było takich osób, które w obliczu porażek, jakie ponieśliśmy będą śpiewać nam słowa tej pieśni: „Więc idź poprzez deszcz, idź poprzez wiatr – nawet, gdy twoje marzenia zostaną zniszczone i rozwiane. Idź naprzód, z nadzieją w sercu. Nigdy nie będziesz szedł sam”. Tych słów muszę się także nauczyć, aby okazać wsparcie innym, doświadczającym bólu niepowodzenia w sprawach stanowiących treść ich życia.

sobota, 5 maja 2018

ROK DLA NIEPODLEGŁEJ

„Istnieje dysproporcja pomiędzy dużym wkładem w dorobek narodowy, a procentowym udziałem społeczności ewangelickiej w populacji narodu i kraju. Jednak świadomość społeczna tego wkładu jest bliska zeru…”.

Powyższe słowa pochodzą z referatu dr Jana Szturca „Wkład ewangelików do kultury polskiej” wygłoszonego podczas sesji naukowej pt. „Biblia od czasów Murzynowskiego do dzisiaj”, która odbyła się 5 września 2003 roku w Płocku.

Obecność ewangelików w historii Polski zaznacza się w takich dziedzinach jak: architektura, muzyka, piśmiennictwo, teatr, film, nauki ścisłe, ekonomia, przemysł, polityka czy wojskowość. Trudno znaleźć taki segment życia społecznego, w którym nie można by wskazać trwałego śladu, jaki pozostawili po sobie polscy protestanci.

We wspomnianym referacie Dr Jan Szturc wymienił też ewangelików walczących o wolną Polskę. W „Roku dla Niepodległej”, kiedy przypominamy odzyskanie przez Polskę niepodległości, po 123 latach niebytu na mapie Europy, warto obalać fałszywy stereotyp jakoby protestanci byli elementem obcym polskiej kulturze, polskiemu temperamentowi i „polskiemu duchowi”.

Ważną ostoją polskości był, rozwijający się wśród Mazurów od pierwszej połowy XIX wieku aż do II wojny światowej, ruch gromadkarski. Istotą ruchu było gromadzenie się w grupach (gromadach) na modlitwę i czytaniu Biblii. Jedną z ważniejszych postaci pośród gromadkarzy był, urodzony w Waplewie k. Ostródy, Reinhold Barcz (1885-1942). Jako wydawca i redaktor „Głosu Ewangelijnego” drukował utwory autorów polskich i wzywał do pielęgnowania mowy ojczystej. Ryszard Otello napisał (w artykule pt. „Głos Ewangelijny” (1925-1939), Komunikaty Mazursko-Warmińskie nr 1, 81-90.): „Kontakty redaktora z Polską sprawiały, że autorami kazań, rozmyślań i temu podobnych artykułów byli głównie polscy księża ewangeliccy: Karol Kotula, Edward Wende, Emil Jelinek, Kazimierz Ostachiewicz, Zygmunt Michelis. Korzystano też ze współpracy świeckich publicystów ewangelickich, na przykład Romana Dulicza”. Reinhold Barcz był represjonowany przez władze niemieckie, które w 1938 r. odebrały mu paszport i tym samym uniemożliwiły mu wyjazdy do Polski. Tuż przed wybuchem II wojny światowej władze nazistowskich Niemiec oskarżyły Barcza o zdradę narodu niemieckiego i skazały na karę śmierci, która została wykonana w berlińskim więzieniu Moabit.

Piszę ten tekst z perspektywy mieszkańca małego miasta w centrum Polski, gdzie pod moim artykułem zamieszczonym na lokalnym portalu, przywołującym postać Stanisława Murzynowskiego, pojawił się taki komentarz osoby o Nicku „Antyheretyk”: „Panie Piotrze, mimo szczątkowych zasług wichrzycieli prominencji protestanckiej faktem jest, że wyrządził on (protestantyzm) więcej szkody niż pożytku, a przecież «po owocach ich poznacie». Protestantyzm to awaria cywilizacyjna. W jego akt założycielski wpisany jest rozbój, rabunek, morderstwa o prześladowania. Uprawia Pan poprawną politycznie idealizację herezji protestanckiej przedstawiając młodzieńca z Murzynowa jako miłego, nieszkodliwego idealistę”.

Nie straciłem ochoty na „uprawienie poprawnej politycznie idealizacji herezji protestanckiej”. Jestem dumny z Reformacji i jej wpływu na polskie społeczeństwo. 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości to doskonały czas, aby przypominać, że Polak to nie jedynie katolik, a wśród tych, którzy pielęgnowali polskość i odegrali znaczącą rolę w budowaniu Rzeczpospolitej byli też protestanci.

Ciąg dalszy być może nastąpi.

środa, 4 kwietnia 2018

RATUJMY KOBIETY

Kadr z filmu Nikczemny handlarz dusz
„Jeśli spojrzymy na historię ludzkości to zobaczymy, że historia kobiet jest naznaczona niesprawiedliwością, nierównością, przemocą i wyzyskiem”. 

Takimi słowami rozpoczął swoją mowę, wygłoszoną w ramach konferencji TED, Ziauddin Yousafzai – ojciec, znanej opinii publicznej, Malali. Malala Yousafzai, dziś dwudziestoletnia dziewczyna, dała się poznać światowej społeczności dzięki swej determinacji i walce na rzecz dostępu do edukacji dla dziewcząt w Pakistanie. Pakistan, podobnie jak wiele innych państw muzułmańskich, systemowo odmawia dziewczętom dostępu do nauki na równych prawach z chłopcami. W państwach gdzie dominuje islam znane są przypadki brutalnych ataków na kobiety, które chcą się kształcić.

Wiele problemów kobiet, we współczesnym świecie, jest uwarunkowanych kulturowo. W niektórych patriarchalnych społeczeństwach Afryki czy Azji dziewczynki, od dnia narodzin, naznaczone są piętnem tych „gorszych” i mniej wartościowych.

Przykładowo w Indiach narodziny dziewczynek traktowane są przez rodziców jako źródło problemów. Dlaczego? Ponieważ córki są ciężarem finansowym dla rodziny. W dniu ślubu trzeba dać dziewczynie ogromny posag, a w przypadku kilku córek może to oznaczać bankructwo dla ojców. Rodzice nie przykładają wagi do edukacji czy opieki zdrowotnej dla dziewcząt. Inwestowanie w przyszłość córki to strata czasu i pieniędzy. Przysłowie głosi: „Wychowywać córkę, to jak podlewać pole sąsiada”. Zabójstwa dziewczynek, często w kilka dni po urodzeniu, są tragiczną praktyką w Indiach. 

Problemów współczesnych kobiet nie należy jednak szukać jedynie w odległych kulturowo miejscach. Jedną z takich udręk jest kwestia seksualnego wykorzystywania i niewolnictwa. Może nam się błędnie wydawać, że niewolnictwo seksualne występuje jedynie wśród członków grup islamskich ekstremistów, takich jak nigeryjskie Boko Haram. Ale to przecież w europejskiej części Stambułu, w dzielnicy Aksaray, znajduje się jeden z największych targów niewolniczych, gdzie można kupić kobiety jako niewolnice seksualne. Większość z nich pochodzi z krajów środkowej i wschodniej części Europy: z Mołdawii, Rumunii, Bułgarii, Węgier, a także z Polski. Według ekspertów zajmujących się tym problemem handel młodymi kobietami, sprzedawanymi w celu seksualnego wyzysku, na początku XXI wieku przeżywa niebywały rozkwit. O skali tego zjawiska opowiada głośny dokument „Nikczemny handlarz dusz” w reż. Benjamina Nolota i Matta Dickey’a. 

Niewolnictwo seksualne ściśle łączy się z przemysłem pornograficznym, który, jak się okazuje, natrafia na chłonny rynek w Polsce. Polska jest w czołówce krajów, które oglądają najwięcej pornografii. Pornografia i seksualne niewolnictwo, to często dwie różne strony tego samego medalu. Pornografia uczy wielu kłamstw na temat kobiet. Tak pisał o jednym z nich Gene McConnell: „Wszyscy wiedzieliśmy zdjęcia lśniących samochodów z rozciągniętymi na nich seksownymi dziewczynami. Ich ukryte przesłanie brzmi: «Kup go, a dostaniesz dwa w jednym». Twarda pornografia posuwa się z tym nawet dalej. Ostentacyjnie wystawia kobiety na pokaz, niczym towar w jakimś katalogu, obnażając je tak bardzo jak to tylko możliwe, by «klient» mógł się dobrze przyjrzeć. Nic dziwnego, że wielu młodych mężczyzn myśli, że jeśli wydało trochę pieniędzy umawiając się na randki z dziewczyną, ma prawo do seksu z nią. Pornografia wmawia, że kobietę można kupić”.

Inne kłamstwa „zaszczepiane” w umysłach za sprawą pornografii, zdaniem Gene McConnella, to przekonania, że: „Kobiety nie są pełnowartościowymi ludźmi”, „Wartość kobiety zależy od atrakcyjności jej ciała” czy „Kobiety powinny być poniżane”.

Prawna delegalizacja pornografii i prostytucji jest, moim zdaniem, ważnym krokiem ku naprawie rzeczywistości naznaczonej przemocą wobec kobiet. Mam wrażenie, że wśród osób, które na swoich sztandarach politycznej aktywności wypisały hasła obrony praw kobiet, sprawa pornografii i prostytucji jest jakby marginalizowana. Dlaczego?

Rzeczywistość, gdzie kobiety dotknięte są jakąkolwiek formą pogardy, wymaga działań, które mogły zmienić ten stan rzeczy. Jedną z takich aktywności jest powiedzenie „NIE” pornografii. Spośród wielu palących kwestii, które rażą skalą niesprawiedliwości, przemoc wobec kobiet, wraz towarzyszącymi jej pornografią i prostytucją, wymaga zajęcia zdecydowanego stanowiska. Obecność pornografii w przestrzeni publicznej powinna spotkać się z sprzeciwem każdego, kto jest zainteresowany tym, aby czynić świat lepszym miejscem do życia.

Z życzeniami zmieniania świata na lepsze.
PS

wtorek, 27 marca 2018

PAKISTAN - DWIE TWARZE

Pakistan – kraj, którego nie odwiedza się bez konkretnej przyczyny. Jego nazwa najczęściej pojawia się w mediach w kontekście Talibów i zamachów terrorystycznych, przeprowadzanych w imię religii. Ten obraz dominuje w powszechnej świadomości, a dramatyczne wydarzenia niszczą wizerunek całego kraju i prowadzą do jego izolacji. Pakistan ma jednak drugą twarz. Twarz ludzi serdecznych, gościnnych i tolerancyjnych. To właśnie z nimi spotyka się Tomek Michniewicz. Razem z górskimi tragarzami będzie wędrował do obozu pod Nanga Parbat, a w Lahore weźmie udział w mistycznych rytuałach wyznawców sufizmu – najbardziej tolerancyjnego nurtu islamu.


niedziela, 25 lutego 2018

PYTANIA O WIARĘ

Zdarza mi się rozmawiać z osobami, które określają się mianem „Świadków Jehowy”. To dość liczna grupa religijna w Polsce. W moim, wszak niewielkim, mieście posiadają ładny budynek (zwany Salą Królestwa) i często spotykam, w różnych punktach miasta, stojących z broszurami i publikacjami, w których opisane są głoszone przez nich nauki. Czasami bywali gośćmi w moim domu. Zawsze były to dwie osoby. Często kobieta i mężczyzna, czasem dwie kobiety lub dwóch mężczyzn. Ponieważ generalnie lubię rozmawiać z ludźmi, więc kiedy pukali do mych drzwi zapraszałem ich do środka i, po wysłuchaniu tego z czym przyszli, próbowałem skierować rozmowę na interesujące mnie tematy. Właściwie to zadawałem im pytania: „Na czym polega istota Waszej wiary?”, „Co musiałbym zrobić, aby stać się Świadkiem Jehowy?”, „Skąd wiecie, że Wasza religia jest właściwa?”, „Jaki jest Wasz stosunek do tekstu biblijnego?”, „Czy nie będąc Świadkiem Jehowy mogę zostać zbawiony?” itp. Te rozmowy bywały różne, najczęściej moi rozmówcy okazywali pozytywne zdziwienie, kiedy podczas rozmowy brałem do ręki jakiś egzemplarz Biblii: „O, jakie to niezwykłe, że Pan czyta Biblię. To taka rzadkość” – mówili. Zauważyłem, że ŚJ nie za bardzo lubili udzielać odpowiedzi na moje pytania. Zwykle przychodzili z konkretnym tematem i bardzo chcieli się trzymać ustalonego wcześniej harmonogramu. Kiedy rozmowa stawała się dla nich niewygodna mówili, że już niestety muszą iść, ale chętnie wrócą innym razem. Niestety nie zdarzyło mi się doświadczyć tego „innego razu”. Ci, którzy byli raz, już nie wykazali chęci, aby kontynuować rozmowę… Choć starałem się przecież być uprzejmy, grzeczny i okazywałem im gościnność – czasami częstowałem herbatą i ciastkiem. Bardzo często próbowałem zachęcić ich do przeczytania jakiejś publikacji, która w rzeczowy (nie agresywny) i usystematyzowany sposób polemizuje z naukami Świadków Jehowy, wskazując na niezgodność tych nauk z tekstem biblijnym. Próbowałem zwykle zachęcać takim tekstem: „Mam taką publikację, której autor podważa prawdziwość waszej nauki na gruncie Biblii, czy możecie to przeczytać i ustosunkować się do stawianych zarzutów?”. Jeszcze nigdy nie spotkałem Świadka Jehowy, który przyjąłby ode mnie jakąkolwiek publikację i zechciał zapoznać się z jej treścią. Próbowałem argumentować, że to w co wierzymy powinno przejść przez próbę zmierzenia się opozycją wobec naszych przekonań. Ale ŚJ pozostawali niewzruszeni na moje prośby.

I to jest, w moim przekonaniu, dziwne. Przecież warto zastanawiać się nad prawdziwością naszych poglądów i prawd wiary, czyż nie? A jednym ze sposobów, na zaistnienie takiej refleksji nad istotą tego w co wierzę, jest zderzenie się z opozycją wobec moich poglądów. Ja lubię pytania w stylu: „Na czym oparta jest moja wiara?”, „Czy tekst biblijny potwierdza prawdziwość moich przekonań?”, „Co jest słabością moich przekonać?”, „Jakie są argumenty oponentów wobec moich przekonań i mojej wiary?”, „Czy ich argumenty mogą podważyć sens tego w co wierzę?” itp.

Znam też ludzi, którzy nigdy nie zadali sobie trudu, aby zastanowić się nad prostym pytaniem: „W co i dlaczego wierzę?”, ale to już temat na inne rozważanie…

wtorek, 6 lutego 2018

REFLEKSJA Z HISTORIĄ NIENAWIŚCI DO ŻYDÓW W TLE

Przeczytałem dziś kilka (kilkanaście) komentarzy, w których ich autorzy dają upust swojej nienawiści wobec Żydów, w związku z zaistniałym napięciem na linii „Polska-Izrael”. Podczas czytania towarzyszył mi wstyd, smutek i bezradność… Stąd też poniższa refleksja.

Księga Estery opisuje, obecną w czasach króla Aswerusa (Kserksesa), nienawiść wobec Żydów i, podjęty przez Hamana, zamiar ich zniszczenia. Jednak dzięki odwadze Estery i jej kuzyna Mordechaja (Mardocheusza), udało się udaremnić te niecne plany. Na prośbę Estery Aswerus wydał rozkaz zezwalający Żydom na zorganizowanie zbrojnej samoobrony i zniszczenie swoich wrogów. Żydzi ocaleli.

Historia Żydów była naznaczona wieloma tragicznymi wydarzeniami. Nie zawsze udało się odwrócić dramatyczne koleje losu, tak jak miało to miejsce w biblijnej historii.

Żyjący w I wieku po Chrystusie, Filon z Aleksandrii – Żyd z diaspory – opisał tragedię Żydów aleksandryjskich, która rozegrała się czasów za namiestnictwa Flakkusa w 38 r. Pogrom poprzedzony był kampanią oszczerstw i absurdalnych oskarżeń wysuwanych wobec Żydów. Antyżydowską propagandę szerzyli uczeni Aleksandryjskiego Muzejonu. Początkowo słynna akademia prezentowała przyjazny stosunek do Żydów, ale w I wieku po Chrystusie stała się siedliskiem judeofobów. Ewa Osek we wprowadzeniu do dzieła Filona z Aleksandrii „Flakkus. Pierwszy pogrom Żydów w Aleksandrii”, pisze: „W czasach Fliona za czołowego pisarza judeofoba uchodził Apion Gramatyk (30/20 przed Chr. – 45/49 po Chr.), błyskotliwy Egipcjanin z Wielkiej Oazy (ob. el-Kargeh), który został rektorem Muzejonu, a oprócz tego jeździł po Grecji i Italii z popularyzatorskimi wykładami o Homerze, Safonie, Anakreoncie, Apicjuszu, Pitagorasie, piramidach i magii (…) Dziełem jego życia była monumentalna „Historia Egiptu” w pięciu księgach – plagiat dzieła Manetona. Wersja Apiona zawierała dodatkowo ataki na żydowskie obyczaje i znienawidzonych aleksandryjskich Żydów oraz etymologiczne spekulacje tego rodzaju, że wyraz sabbaton („szabat”) pochodzi od egipskiego sabbo („obrzęk w pachwinie”). Ta kłopotliwa przypadłość, dowodził Apion, dotknęła Żydów podczas wyjścia z Egiptu po sześciu dniach marszu i zmusiła do odpoczynku”.

Apion spopularyzował opowieść o Żydach, którzy mieli co roku porywać cudzoziemca greckiego, aby go tuczyć przez rok, a następnie zabić i spożywać jego mięso. Po dokonanym mordzie składali rzekomo przysięgę, że pozostaną wrogami Greków. 

Apion drwił z praktykowanego wśród Żydów obrzezania, zakazu spożywania wieprzowiny i składania ofiar z owiec, krów czy kóz. Zarzucał Żydom brak praw obywatelskich, negatywny stosunek do egipskich bóstw i kultu cezara. Przypisywał im skłonności buntownicze.

Zaczęło się od słów, a skończyło na aktach fizycznej nienawiści i pogromie. Flakkus – namiestnik rzymski w Aleksandrii – wydał edykt znoszący żydowską autonomię i odbierający Żydom ich dotychczasowe prawa polityczne. Ten przepis prawa otworzył drzwi do pogromów. „Aleksandryjczycy uznali, że mają prawo do grabieży żydowskiego mienia i domów, a nawet eksmisji ich właścicieli do jednej, nieproporcjonalnie małej w stosunku do liczby wysiedleńców dzielnicy”, pisze Ewa Osek. Żydzi zostali przez swoich sąsiadów zamknięci w getcie, gdzie cierpieli głód.

Filon z Aleksandrii tak relacjonuje ekspresję nienawiści „wyuzdanego tłumu” wobec Żydów: „Napastnicy, jeśli gdzieś zobaczyli Żydów, natychmiast rzucali w nich kamieniami albo ich bili drewnianymi pałkami. Wielu Żydów zostało zarąbanych ciosami mieczy, wielu zginęło w płomieniach. Najbardziej rozbestwieni palili pośrodku miasta całe rodziny żydowskie: mężów razem z żonami, dzieci z rodzicami, bez litości dla starości, młodości czy niewinnego wieku dzieci (…) oprawcy palili Żydów na stosach z ich własnych mebli, które im zrabowali. Cenne meble pozabierali dla siebie, ale mniej wartościowe palili, posługując się nimi jak drewnem na podpałkę. Wielu Żydów, jeszcze żywych, uwiązywali za jedną nogę w kostce, żeby ich w ten sposób wlec. Następnie bili, kopali, torturowali wymyślając dla nich jak najokrutniejsze rodzaje mąk. Nawet śmierć ofiar nie uśmierzała ich wściekłości, pastwili się nad zwłokami”.

Przemoc i agresja fizyczna jest zwykle tylko końcowym efektem oszczerczych i nienawistnych słów. Czasami zaczyna się od satyrycznych i propagandowych rysunków, jak takich, które były też publikowane w polskiej prasie w latach 1919-1939. Żydzi byli przedstawiani z wielkimi nosami, wyłupiastymi oczami, wampirzymi kłami i zwierzęcymi łapskami chciwie sięgającymi po polską własność. Rysunki miały wzbudzać odrazę do Żydów, utrwalały stereotyp Żyda jako intruza i wroga.

Chciałbym wierzyć, że potrafimy wyciągać wnioski z tragicznej przeszłości i jesteśmy zdolni do budowania rzeczywistości w atmosferze wolnej od stereotypów, uprzedzeń i nacechowanych nienawiścią słów. Ale niestety tak nie jest…

Na celowniku naszej – polskiej nienawiści (niechęci) – wciąż pozostają ci „inni”. W raporcie, z 2016 roku, poświęconym badaniu przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych, opracowanym przez Fundację im. Stefana Batorego we współpracy z Centrum Badań nad Uprzedzeniami (interdyscyplinarną jednostką Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego), można przeczytać, że w opinii 63 proc. badanych Romowie to „oszuści i przestępcy”, a za grzechy historii najdotkliwiej powinni odpokutować Ukraińcy (uważa tak 79,2 proc. badanych) oraz Żydzi (59,1 proc.). Jednoznaczne negatywne emocje wywołują osoby czarnoskóre – 100 proc. opinii na ich temat podszyte jest werbalną odrazą: „dzicz”, „brak inteligencji”. Tylko my – Polacy – jesteśmy bez skazy. Niedługo uchwalone zostanie prawo, które jednoznacznie to wykaże i będzie penalizować każdy przejaw negowania tej oczywistej oczywistości.