Wczoraj media poinformowały o śmierci
Kim Dzong Ila, dyktatora najbardziej izolowanego państwa świata - Korei Północnej. Koreański przywódca panował przez 17 lat. 70-letni Kim Dzong Il, według oficjalnej propagandy "Ukochany
Przywódca", miał umrzeć podczas podróży pociągiem, w wyniku rozległego
zawału serca. Koreą Północną ma teraz rządzić syn Kim Dzong Ila, Kim
Dzong Un.
Jednym z przejawów obsesji władzy Kim Dzong Ila i propagandy jest miasto w Korei Północnej, które standardem życia
przewyższa niemal wszystkie miasta w kraju. Problem w tym, że w
Kijŏng-dong
(na fotografii) nikt nie mieszka. Jest to bowiem miasto niedaleko granicy z Koreą
Południową stworzone tylko i wyłącznie do celów propagandowych - jest
tylko fasadą. Choć budynki są kolorowe i wyglądają okazale, nikogo w
nich nie ma. Niekiedy w środku nie ma nawet pomieszczeń mieszkalnych.
Żeby stworzyć iluzję aktywności, od czasu do czasu ekipa sprzątaczy
zamiata ulice, a światła w blokach zapalają się i gasną.
Należy pamiętać, że tym totalitarnym państwie, szczególną nienawiść okazywano chrześcijanom. Szacuje się, że od chwili objęcia władzy przez komunistów w 1948 r. w kraju tym
zamordowano
300 tys. chrześcijan. Wyznawcy Chrystusa w dalszym ciągu są krwawo
prześladowani przez rządzący Koreą Północną bezwzględny reżim. Głoszenie
Ewangelii i posiadanie Biblii należy do najcięższych przestępstw, jakie może
popełnić obywatel północnokoreański. Sytuacja ta jest tym bardziej tragiczna, że
przed objęciem władzy przez komunistów Korea Północna przeżywała wielkie duchowe
przebudzenie, a obecna stolica tego kraju, Pjongjang (Phenian), była nazywana
„Jerozolimą Wschodu”.
Ja osobiście dziękuję Bogu, że żyję w kraju, gdzie czytanie Biblii jest dozwolone. Ale ubolewam jednocześnie, że tak niewielu chce z tego przywileju skorzystać.