środa, 4 kwietnia 2018

RATUJMY KOBIETY

Kadr z filmu Nikczemny handlarz dusz
„Jeśli spojrzymy na historię ludzkości to zobaczymy, że historia kobiet jest naznaczona niesprawiedliwością, nierównością, przemocą i wyzyskiem”. 

Takimi słowami rozpoczął swoją mowę, wygłoszoną w ramach konferencji TED, Ziauddin Yousafzai – ojciec, znanej opinii publicznej, Malali. Malala Yousafzai, dziś dwudziestoletnia dziewczyna, dała się poznać światowej społeczności dzięki swej determinacji i walce na rzecz dostępu do edukacji dla dziewcząt w Pakistanie. Pakistan, podobnie jak wiele innych państw muzułmańskich, systemowo odmawia dziewczętom dostępu do nauki na równych prawach z chłopcami. W państwach gdzie dominuje islam znane są przypadki brutalnych ataków na kobiety, które chcą się kształcić.

Wiele problemów kobiet, we współczesnym świecie, jest uwarunkowanych kulturowo. W niektórych patriarchalnych społeczeństwach Afryki czy Azji dziewczynki, od dnia narodzin, naznaczone są piętnem tych „gorszych” i mniej wartościowych.

Przykładowo w Indiach narodziny dziewczynek traktowane są przez rodziców jako źródło problemów. Dlaczego? Ponieważ córki są ciężarem finansowym dla rodziny. W dniu ślubu trzeba dać dziewczynie ogromny posag, a w przypadku kilku córek może to oznaczać bankructwo dla ojców. Rodzice nie przykładają wagi do edukacji czy opieki zdrowotnej dla dziewcząt. Inwestowanie w przyszłość córki to strata czasu i pieniędzy. Przysłowie głosi: „Wychowywać córkę, to jak podlewać pole sąsiada”. Zabójstwa dziewczynek, często w kilka dni po urodzeniu, są tragiczną praktyką w Indiach. 

Problemów współczesnych kobiet nie należy jednak szukać jedynie w odległych kulturowo miejscach. Jedną z takich udręk jest kwestia seksualnego wykorzystywania i niewolnictwa. Może nam się błędnie wydawać, że niewolnictwo seksualne występuje jedynie wśród członków grup islamskich ekstremistów, takich jak nigeryjskie Boko Haram. Ale to przecież w europejskiej części Stambułu, w dzielnicy Aksaray, znajduje się jeden z największych targów niewolniczych, gdzie można kupić kobiety jako niewolnice seksualne. Większość z nich pochodzi z krajów środkowej i wschodniej części Europy: z Mołdawii, Rumunii, Bułgarii, Węgier, a także z Polski. Według ekspertów zajmujących się tym problemem handel młodymi kobietami, sprzedawanymi w celu seksualnego wyzysku, na początku XXI wieku przeżywa niebywały rozkwit. O skali tego zjawiska opowiada głośny dokument „Nikczemny handlarz dusz” w reż. Benjamina Nolota i Matta Dickey’a. 

Niewolnictwo seksualne ściśle łączy się z przemysłem pornograficznym, który, jak się okazuje, natrafia na chłonny rynek w Polsce. Polska jest w czołówce krajów, które oglądają najwięcej pornografii. Pornografia i seksualne niewolnictwo, to często dwie różne strony tego samego medalu. Pornografia uczy wielu kłamstw na temat kobiet. Tak pisał o jednym z nich Gene McConnell: „Wszyscy wiedzieliśmy zdjęcia lśniących samochodów z rozciągniętymi na nich seksownymi dziewczynami. Ich ukryte przesłanie brzmi: «Kup go, a dostaniesz dwa w jednym». Twarda pornografia posuwa się z tym nawet dalej. Ostentacyjnie wystawia kobiety na pokaz, niczym towar w jakimś katalogu, obnażając je tak bardzo jak to tylko możliwe, by «klient» mógł się dobrze przyjrzeć. Nic dziwnego, że wielu młodych mężczyzn myśli, że jeśli wydało trochę pieniędzy umawiając się na randki z dziewczyną, ma prawo do seksu z nią. Pornografia wmawia, że kobietę można kupić”.

Inne kłamstwa „zaszczepiane” w umysłach za sprawą pornografii, zdaniem Gene McConnella, to przekonania, że: „Kobiety nie są pełnowartościowymi ludźmi”, „Wartość kobiety zależy od atrakcyjności jej ciała” czy „Kobiety powinny być poniżane”.

Prawna delegalizacja pornografii i prostytucji jest, moim zdaniem, ważnym krokiem ku naprawie rzeczywistości naznaczonej przemocą wobec kobiet. Mam wrażenie, że wśród osób, które na swoich sztandarach politycznej aktywności wypisały hasła obrony praw kobiet, sprawa pornografii i prostytucji jest jakby marginalizowana. Dlaczego?

Rzeczywistość, gdzie kobiety dotknięte są jakąkolwiek formą pogardy, wymaga działań, które mogły zmienić ten stan rzeczy. Jedną z takich aktywności jest powiedzenie „NIE” pornografii. Spośród wielu palących kwestii, które rażą skalą niesprawiedliwości, przemoc wobec kobiet, wraz towarzyszącymi jej pornografią i prostytucją, wymaga zajęcia zdecydowanego stanowiska. Obecność pornografii w przestrzeni publicznej powinna spotkać się z sprzeciwem każdego, kto jest zainteresowany tym, aby czynić świat lepszym miejscem do życia.

Z życzeniami zmieniania świata na lepsze.
PS

wtorek, 27 marca 2018

PAKISTAN - DWIE TWARZE

Pakistan – kraj, którego nie odwiedza się bez konkretnej przyczyny. Jego nazwa najczęściej pojawia się w mediach w kontekście Talibów i zamachów terrorystycznych, przeprowadzanych w imię religii. Ten obraz dominuje w powszechnej świadomości, a dramatyczne wydarzenia niszczą wizerunek całego kraju i prowadzą do jego izolacji. Pakistan ma jednak drugą twarz. Twarz ludzi serdecznych, gościnnych i tolerancyjnych. To właśnie z nimi spotyka się Tomek Michniewicz. Razem z górskimi tragarzami będzie wędrował do obozu pod Nanga Parbat, a w Lahore weźmie udział w mistycznych rytuałach wyznawców sufizmu – najbardziej tolerancyjnego nurtu islamu.


niedziela, 25 lutego 2018

PYTANIA O WIARĘ

Zdarza mi się rozmawiać z osobami, które określają się mianem „Świadków Jehowy”. To dość liczna grupa religijna w Polsce. W moim, wszak niewielkim, mieście posiadają ładny budynek (zwany Salą Królestwa) i często spotykam, w różnych punktach miasta, stojących z broszurami i publikacjami, w których opisane są głoszone przez nich nauki. Czasami bywali gośćmi w moim domu. Zawsze były to dwie osoby. Często kobieta i mężczyzna, czasem dwie kobiety lub dwóch mężczyzn. Ponieważ generalnie lubię rozmawiać z ludźmi, więc kiedy pukali do mych drzwi zapraszałem ich do środka i, po wysłuchaniu tego z czym przyszli, próbowałem skierować rozmowę na interesujące mnie tematy. Właściwie to zadawałem im pytania: „Na czym polega istota Waszej wiary?”, „Co musiałbym zrobić, aby stać się Świadkiem Jehowy?”, „Skąd wiecie, że Wasza religia jest właściwa?”, „Jaki jest Wasz stosunek do tekstu biblijnego?”, „Czy nie będąc Świadkiem Jehowy mogę zostać zbawiony?” itp. Te rozmowy bywały różne, najczęściej moi rozmówcy okazywali pozytywne zdziwienie, kiedy podczas rozmowy brałem do ręki jakiś egzemplarz Biblii: „O, jakie to niezwykłe, że Pan czyta Biblię. To taka rzadkość” – mówili. Zauważyłem, że ŚJ nie za bardzo lubili udzielać odpowiedzi na moje pytania. Zwykle przychodzili z konkretnym tematem i bardzo chcieli się trzymać ustalonego wcześniej harmonogramu. Kiedy rozmowa stawała się dla nich niewygodna mówili, że już niestety muszą iść, ale chętnie wrócą innym razem. Niestety nie zdarzyło mi się doświadczyć tego „innego razu”. Ci, którzy byli raz, już nie wykazali chęci, aby kontynuować rozmowę… Choć starałem się przecież być uprzejmy, grzeczny i okazywałem im gościnność – czasami częstowałem herbatą i ciastkiem. Bardzo często próbowałem zachęcić ich do przeczytania jakiejś publikacji, która w rzeczowy (nie agresywny) i usystematyzowany sposób polemizuje z naukami Świadków Jehowy, wskazując na niezgodność tych nauk z tekstem biblijnym. Próbowałem zwykle zachęcać takim tekstem: „Mam taką publikację, której autor podważa prawdziwość waszej nauki na gruncie Biblii, czy możecie to przeczytać i ustosunkować się do stawianych zarzutów?”. Jeszcze nigdy nie spotkałem Świadka Jehowy, który przyjąłby ode mnie jakąkolwiek publikację i zechciał zapoznać się z jej treścią. Próbowałem argumentować, że to w co wierzymy powinno przejść przez próbę zmierzenia się opozycją wobec naszych przekonań. Ale ŚJ pozostawali niewzruszeni na moje prośby.

I to jest, w moim przekonaniu, dziwne. Przecież warto zastanawiać się nad prawdziwością naszych poglądów i prawd wiary, czyż nie? A jednym ze sposobów, na zaistnienie takiej refleksji nad istotą tego w co wierzę, jest zderzenie się z opozycją wobec moich poglądów. Ja lubię pytania w stylu: „Na czym oparta jest moja wiara?”, „Czy tekst biblijny potwierdza prawdziwość moich przekonań?”, „Co jest słabością moich przekonać?”, „Jakie są argumenty oponentów wobec moich przekonań i mojej wiary?”, „Czy ich argumenty mogą podważyć sens tego w co wierzę?” itp.

Znam też ludzi, którzy nigdy nie zadali sobie trudu, aby zastanowić się nad prostym pytaniem: „W co i dlaczego wierzę?”, ale to już temat na inne rozważanie…

wtorek, 6 lutego 2018

REFLEKSJA Z HISTORIĄ NIENAWIŚCI DO ŻYDÓW W TLE

Przeczytałem dziś kilka (kilkanaście) komentarzy, w których ich autorzy dają upust swojej nienawiści wobec Żydów, w związku z zaistniałym napięciem na linii „Polska-Izrael”. Podczas czytania towarzyszył mi wstyd, smutek i bezradność… Stąd też poniższa refleksja.

Księga Estery opisuje, obecną w czasach króla Aswerusa (Kserksesa), nienawiść wobec Żydów i, podjęty przez Hamana, zamiar ich zniszczenia. Jednak dzięki odwadze Estery i jej kuzyna Mordechaja (Mardocheusza), udało się udaremnić te niecne plany. Na prośbę Estery Aswerus wydał rozkaz zezwalający Żydom na zorganizowanie zbrojnej samoobrony i zniszczenie swoich wrogów. Żydzi ocaleli.

Historia Żydów była naznaczona wieloma tragicznymi wydarzeniami. Nie zawsze udało się odwrócić dramatyczne koleje losu, tak jak miało to miejsce w biblijnej historii.

Żyjący w I wieku po Chrystusie, Filon z Aleksandrii – Żyd z diaspory – opisał tragedię Żydów aleksandryjskich, która rozegrała się czasów za namiestnictwa Flakkusa w 38 r. Pogrom poprzedzony był kampanią oszczerstw i absurdalnych oskarżeń wysuwanych wobec Żydów. Antyżydowską propagandę szerzyli uczeni Aleksandryjskiego Muzejonu. Początkowo słynna akademia prezentowała przyjazny stosunek do Żydów, ale w I wieku po Chrystusie stała się siedliskiem judeofobów. Ewa Osek we wprowadzeniu do dzieła Filona z Aleksandrii „Flakkus. Pierwszy pogrom Żydów w Aleksandrii”, pisze: „W czasach Fliona za czołowego pisarza judeofoba uchodził Apion Gramatyk (30/20 przed Chr. – 45/49 po Chr.), błyskotliwy Egipcjanin z Wielkiej Oazy (ob. el-Kargeh), który został rektorem Muzejonu, a oprócz tego jeździł po Grecji i Italii z popularyzatorskimi wykładami o Homerze, Safonie, Anakreoncie, Apicjuszu, Pitagorasie, piramidach i magii (…) Dziełem jego życia była monumentalna „Historia Egiptu” w pięciu księgach – plagiat dzieła Manetona. Wersja Apiona zawierała dodatkowo ataki na żydowskie obyczaje i znienawidzonych aleksandryjskich Żydów oraz etymologiczne spekulacje tego rodzaju, że wyraz sabbaton („szabat”) pochodzi od egipskiego sabbo („obrzęk w pachwinie”). Ta kłopotliwa przypadłość, dowodził Apion, dotknęła Żydów podczas wyjścia z Egiptu po sześciu dniach marszu i zmusiła do odpoczynku”.

Apion spopularyzował opowieść o Żydach, którzy mieli co roku porywać cudzoziemca greckiego, aby go tuczyć przez rok, a następnie zabić i spożywać jego mięso. Po dokonanym mordzie składali rzekomo przysięgę, że pozostaną wrogami Greków. 

Apion drwił z praktykowanego wśród Żydów obrzezania, zakazu spożywania wieprzowiny i składania ofiar z owiec, krów czy kóz. Zarzucał Żydom brak praw obywatelskich, negatywny stosunek do egipskich bóstw i kultu cezara. Przypisywał im skłonności buntownicze.

Zaczęło się od słów, a skończyło na aktach fizycznej nienawiści i pogromie. Flakkus – namiestnik rzymski w Aleksandrii – wydał edykt znoszący żydowską autonomię i odbierający Żydom ich dotychczasowe prawa polityczne. Ten przepis prawa otworzył drzwi do pogromów. „Aleksandryjczycy uznali, że mają prawo do grabieży żydowskiego mienia i domów, a nawet eksmisji ich właścicieli do jednej, nieproporcjonalnie małej w stosunku do liczby wysiedleńców dzielnicy”, pisze Ewa Osek. Żydzi zostali przez swoich sąsiadów zamknięci w getcie, gdzie cierpieli głód.

Filon z Aleksandrii tak relacjonuje ekspresję nienawiści „wyuzdanego tłumu” wobec Żydów: „Napastnicy, jeśli gdzieś zobaczyli Żydów, natychmiast rzucali w nich kamieniami albo ich bili drewnianymi pałkami. Wielu Żydów zostało zarąbanych ciosami mieczy, wielu zginęło w płomieniach. Najbardziej rozbestwieni palili pośrodku miasta całe rodziny żydowskie: mężów razem z żonami, dzieci z rodzicami, bez litości dla starości, młodości czy niewinnego wieku dzieci (…) oprawcy palili Żydów na stosach z ich własnych mebli, które im zrabowali. Cenne meble pozabierali dla siebie, ale mniej wartościowe palili, posługując się nimi jak drewnem na podpałkę. Wielu Żydów, jeszcze żywych, uwiązywali za jedną nogę w kostce, żeby ich w ten sposób wlec. Następnie bili, kopali, torturowali wymyślając dla nich jak najokrutniejsze rodzaje mąk. Nawet śmierć ofiar nie uśmierzała ich wściekłości, pastwili się nad zwłokami”.

Przemoc i agresja fizyczna jest zwykle tylko końcowym efektem oszczerczych i nienawistnych słów. Czasami zaczyna się od satyrycznych i propagandowych rysunków, jak takich, które były też publikowane w polskiej prasie w latach 1919-1939. Żydzi byli przedstawiani z wielkimi nosami, wyłupiastymi oczami, wampirzymi kłami i zwierzęcymi łapskami chciwie sięgającymi po polską własność. Rysunki miały wzbudzać odrazę do Żydów, utrwalały stereotyp Żyda jako intruza i wroga.

Chciałbym wierzyć, że potrafimy wyciągać wnioski z tragicznej przeszłości i jesteśmy zdolni do budowania rzeczywistości w atmosferze wolnej od stereotypów, uprzedzeń i nacechowanych nienawiścią słów. Ale niestety tak nie jest…

Na celowniku naszej – polskiej nienawiści (niechęci) – wciąż pozostają ci „inni”. W raporcie, z 2016 roku, poświęconym badaniu przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych, opracowanym przez Fundację im. Stefana Batorego we współpracy z Centrum Badań nad Uprzedzeniami (interdyscyplinarną jednostką Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego), można przeczytać, że w opinii 63 proc. badanych Romowie to „oszuści i przestępcy”, a za grzechy historii najdotkliwiej powinni odpokutować Ukraińcy (uważa tak 79,2 proc. badanych) oraz Żydzi (59,1 proc.). Jednoznaczne negatywne emocje wywołują osoby czarnoskóre – 100 proc. opinii na ich temat podszyte jest werbalną odrazą: „dzicz”, „brak inteligencji”. Tylko my – Polacy – jesteśmy bez skazy. Niedługo uchwalone zostanie prawo, które jednoznacznie to wykaże i będzie penalizować każdy przejaw negowania tej oczywistej oczywistości.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

GAŚNO. POWSTANIE STYCZNIOWE, OLĘDRZY I REFORMACJA

Pomnik bitwy 1863 r. w miejscowości Gaśno
Nieopodal Gostynina znajduje się, założona przez osadników holenderskich (tzw. Olędrów), wieś Gaśno (52°25'11"N, 19°30'08"E), znana głównie z pomnika bitwy 1863 r. ustawionego na mogile 49. powstańców z oddziału Józefa Łakińskiego, którzy zginęli 12 marca 1863 r. Autorem pomnika jest gostyniński rzeźbiarz Tadeusz Biniewicz. W okolicach Gostynina i Gąbina miało miejsce kilka bitew i potyczek powstańców z wojskami zaborcy (Gaśno, Szczawin Kościelny, Czermno, Gąbin, Kunki, Zdwórz). 

Warto wspomnieć, że geneza kolonizacji olęderskiej związana jest bezpośrednio z ruchami reformacyjnymi i emigracją menonitów z terenów Fryzji i Północnych Niderlandów. Nazwa Mennonici pochodzi od jednego z przywódców XVI-wiecznej reformacji, urodzonego we Fryzji, Menno Simonsa (1496-1561). Z całą pewnością tej postaci należy się ważne miejsce w historii Kościoła, obok takich reformatorów jak Ulrich Zwingli (1484-1531), Jan Kalwin (1509-1564) czy Marcin Luter (1483-1546). Osoby identyfikujące się z nurtem holenderskiej reformacji nazywali siebie „braćmi”, a w literaturze poświeconej historii Kościoła określani są też jako anabaptyści („nowochrzczeńcy”).

Simons urodził się Witmarsum we Fryzji – małej miejscowości położonej kilkanaście kilometrów od Morza Północnego. Był katolickim duchownym i dwanaście lat służył jako parafialny ksiądz, w tym pięć lat w rodzinnym Witmarsum. Odejście od doktryn Kościoła rzymskiego, w przypadku Menno Simonsa, było długim i trwającym kilka lat procesem. O swojej duchowej odnowie wspominał: „Bóg miłosierdzia, przez Swą obfitą łaskę okazaną mi nędznemu grzesznikowi, dotknąwszy mego serca, dał mi nowy umysł, upokorzył mnie w bojaźni przed Nim, pouczył mnie abym siebie poznał, wybawiając z drogi śmierci i łaskawie wezwał mnie na wąską drogę życia, do społeczności z Jego świętymi. Jemu chwała na wieki, amen”. W styczniu 1536 roku został ochrzczony (przez zanurzenie), mniej więcej w tym samym czasie ożenił się, a swoje ostatnie 25 lat życia poświecił służbie duszpasterskiej wśród „braci” i głoszeniu prawd Ewangelii. Podróżował przekraczając granicę Niderlandów, przebywał w Niemczech, publikował książki i broszury, a o owocach swojej działalności tak pisał: „nie tylko wiele dumnych, upartych serc ukorzyło się, wielu nieczystych stało się czystymi, wielu pijaków porzuciło picie, wielu chciwców stało się hojnymi, wielu okrutnych łagodnymi, a bezbożnych pobożnymi, ale także przez nasze świadectwo, które zwiastujemy, nawróceni, wierni ludzie poświęcili swoje dobra i wydali ciała na tortury i śmierć”.

Menno Simons istotę chrześcijaństwa rozumiał bardzo prosto: „Kościół Chrystusa składa się z wybranych przez Boga Jego świętych i umiłowanych, którzy obmyli swoje szaty w krwi Baranka, którzy narodzili się z Boga i są prowadzeni Chrystusowym Duchem, którzy są w Chrystusie a Chrystus jest w nich, którzy słuchają Jego Słowa i wierzą mu, a w swej słabości żyją zgodnie z Jego przykazaniami, cierpliwie i w cichości wstępując w Jego ślady”.

Niderlandzki (i nie tylko) ruch reformacyjny okupiony był męczeństwem wielu chrześcijan. O prześladowaniach, podkreślając ich duchową (demoniczną) inspirację, tak pisał Menno Simons: „Szatan musi oskarżać i mordować, ponieważ, jak uczy Pismo, taka jest jego prawdziwa natura i dzieło”. Więzienie, wymyślne tortury, zmuszanie do aktów seksualnych były tragiczną rzeczywistością z którą musieli zmierzyć się zwolennicy reformacji. Wśród świadectw męczenników znana jest historia, utopionego w beczce, Jorisa Wippe, którego ciało wisiało głową w dół na murze miasta Dortrecht. W swoich pożegnanych słowach zwracał się do dzieci: „zobowiązuje was, Joos i Hanken, abyście razem z Barbelken, waszą posłuszną siostrą, opiekowali sie waszymi małymi trzema siostrzyczkami i Pierkenem, uczcie ich czytać i pracować, aby wzrastały we wszelkiej sprawiedliwości ku chwale Bożej i zbawieniu swoich dusz”.

Niepokojeni (prześladowani) w Europie Zachodniej menonici znajdowali schronienie na ziemiach polskich (Polska była tolerancyjnym i otwartym na przybyszów państwem) i byli cennymi osadnikami, gdyż doskonale radzili sobie z powodziami, osuszaniem terenów zalewowych i przystosowaniem ich do upraw rolnych. Religijność menonicka była bardzo praktyczna i przejawiała się m.in. opieką nad starcami i biedakami, zgodnie z regułą: „w naszej wspólnocie opiekujemy się ubogimi w ten sposób, że chorych, biednych, wdowy i sieroty naszej wspólnoty wspieramy radą i czynem tak długo, jak długo brakuje im środków do życia”.

Menonici, jak pisze Wojciech Marchlewski w książce „Menonici. Życie codzienne od kuchni”, „jeszcze w XVII wieku postrzegani byli przez swoich sąsiadów jako ludzie o wyjątkowej moralności, surowej obserwie i purytańskich obyczajach. Całkowicie wstrzymywali się od picia alkoholu i palenia tytoniu; używali bardzo skromnych i prostych ubrań w barwach ciemnych i szarych”.

Położona niedaleko od Gostynina wieś Gaśno jest jedną z ponad 100 miejscowości Mazowsza ujętych w katalogu zabytków osadnictwa holenderskiego w Polsce.

piątek, 12 stycznia 2018

ABORCJA

Kwestia aborcji, która znów stała się medialna, to nie tylko sprawa naszego porządku prawnego. Temat aborcji był, jest i pewnie będzie dyskutowany w wielu krajach świata. W 1973 roku sąd najwyższy w Waszyngtonie zawyrokował, że przerwanie ciąży jest prawem kobiety. 

A tak na temat aborcji, dziesięć lat później, wypowiadał się czterdziesty prezydent Stanów Zjednoczonych – Ronald Reagan – w eseju „Aborcja, a sumienie narodu”:

Dziesiąta rocznica decyzji Sądu Najwyższego w sprawie Roe v. Wade jest dobrą porą, abyśmy przystanęli i zastanowili się. Nasze narodowe prawo do aborcji na żądanie przez całe dziewięć miesięcy ciąży nie było przegłosowane przez obywateli ani nie zostało ustanowione przez naszych prawodawców – żaden stan nie miał tak nieograniczonej aborcji, dopóki Sąd Najwyższy nie uczynił z niej narodowego prawa w roku 1973. Jednak konsekwencje tej sądowej decyzji są teraz oczywiste: od roku 1973 ponad 15 milionów nienarodzonych dzieci pozbawiono życia przez zalegalizowane aborcje. To dziesięciokrotnie więcej Amerykanów, niż zginęło ich we wszystkich wojnach, jakie toczył nasz naród.

Nie popełnijmy błędu, aborcja na żądanie nie jest prawem ustanowionym przez Konstytucję. Żaden poważny naukowiec, wliczając tych, którzy skłonni są zgadzać się z wnioskami sądu, nie twierdzi, że twórcy Konstytucji zamierzali stworzyć takie prawo. Wkrótce po decyzji Roe v. Wade, profesor John Hart Ely, obecnie Dziekan Wydziału Prawa na Uniwersytecie Stanford, napisał, że opinia “nie jest prawem konstytucyjnym i prawie nie stwarza poczucia obowiązku, by próbować nią być”. Jasne słowa Konstytucji nigdzie nawet nie sugerują “prawa” równie radykalnego jak to pozwalające na aborcję aż do momentu narodzenia dziecka. A jednak tak zarządził sąd.

Przez zwykłe postanowienie i użycie “bezwzględnej siły sądu” (używając dosadnego określenia sędziego White’a) decyzja siedmioosobowej większości w sprawie Roe v. Wade jak dotąd utrzymuje się w mocy. Jednak decyzja sądu w żaden sposób nie rozstrzygnęła debaty. Wręcz przeciwnie, Roe v.Wade stało się ościeniem nieustannie poruszającym sumienie narodu. Aborcja dotyczy nie tylko nienarodzonego dziecka, dotyczy każdego z nas. Angielski poeta, John Donne napisał: ”...śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, ponieważ jestem [aktywnie] częścią ludzkości; dlatego też nie posyłaj, by się dowiedzieć komu bije dzwon, bije dla ciebie”.

Nie możemy umniejszać wartości jednej kategorii ludzkiego życia – nienarodzonych – bez umniejszania wartości każdego ludzkiego życia. Widzieliśmy tragiczne dowody tego truizmu w ubiegłym roku, kiedy sądy w Indianie zezwoliły na śmierć przez zagłodzenie „Dziecka Doe” w Bloomington, ponieważ dziecko miało zespół Downa.

Wielu naszych współobywateli smuci się z powodu utraty życia, które stało się następstwem Roe v. Wade. Margaret Heckler, wkrótce po otrzymaniu nominacji na szefa największego ministerstwa w naszym rządzie, Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej, powiedziała publicznie, iż wierzy, że aborcja jest największym problemem moralnym, przed jakim stoi obecnie nasz kraj. Wielebna Matka Teresa, która pracuje na ulicach Kalkuty, służąc umierającym ludziom w swojej słynnej na całym świecie misji miłości, powiedziała, że: “największym nieszczęściem naszych czasów jest powszechna aborcja dzieci”.

Przez pierwsze dwa lata mojego administrowania [krajem] blisko śledziłem i pomagałem wysiłkom w Kongresie, by odwrócić falę aborcji – wysiłkom kongresmanów, senatorów i obywateli odpowiadających na niecierpiący zwłoki kryzys moralny. Ku memu wielkiemu ubolewaniu dostrzegłem także zmasowane wysiłki tych, którzy pod sztandarem “wolności wyboru” zablokowali, jak do tej pory, wszelkie starania, by zapobiec powszechnej w całym kraju aborcji na żądanie.

Pomimo ogromnych przeszkód stojących przed nami, nie wolno nam się załamywać. To nie pierwszy raz nasz kraj został podzielony przez decyzję Sądu Najwyższego, który odmówił i nie uznał wartości życia niektórych ludzi. Decyzja Dred Scott z 1857 roku nie została zmieniona w ciągu jednego dnia, roku czy nawet dekady. Na początku niewielka mniejszość Amerykanów zdała sobie sprawę i ubolewała nad moralnym kryzysem spowodowanym nieuznaniem pełnego człowieczeństwa naszych czarnych braci i sióstr; jednak ta mniejszość wytrwała w swoim dążeniu do celu i ostatecznie zwyciężyła. Dokonali tego, apelując do serc i umysłów swoich współobywateli, do prawdy o ludzkiej godności wobec Boga. Dzięki ich przykładowi wiemy, że szacunek dla świętości ludzkiego życia jest zbyt głęboko wyryty w sercach naszych ludzi, by zostać na zawsze przytłumiony. Ogromna większość Amerykanów nie wyraziła jeszcze swojego zdania i nie możemy oczekiwać, że to uczynią – bardziej niż zerwało się publiczne oburzenie wobec niewolnictwa – dopóki sprawa [aborcji] nie zostanie jasno ujęta i przedstawiona.

O co więc tak naprawdę chodzi? Często powtarzałem, że kiedy mówimy o aborcji, to mówimy o dwóch życiach – życiu matki i życiu nienarodzonego dziecka. Inaczej, dlaczego nazywalibyśmy kobietę w ciąży matką? Mówiłem także, że każdy, kto nie jest pewien, że mamy do czynienia z drugim ludzkim życiem, powinien wyraźnie przechylić szalę na korzyść życia. Jeśli nie wiesz, czy ktoś jeszcze żyje, czy już umarł, to nigdy go nie pochowasz. Myślę, że tylko ten aspekt powinien wystarczyć nam wszystkim, by żądać i dążyć do ochrony nienarodzonych.

Argumenty przeciwko aborcji nie kończą się jedynie na tym, ponieważ praktyka medyczna potwierdza na każdym kroku słuszność tych moralnych przekonań. Nowoczesna medycyna traktuje nienarodzone dziecko jako pacjenta. Pionierzy w dziedzinie medycyny dokonali ogromnego przełomu w leczeniu problemów genetycznych, niedoboru witamin, nieregularnego rytmu serca i innych stanów medycznych u nienarodzonych. Któż może zapomnieć opisaną przez George’a Willsa poruszającą historię małego chłopca, który przeszedł sześć operacji mózgu w ciągu dziewięciu tygodni jeszcze przed swoim narodzeniem? Czyż pacjentem nie jest ta drobniutka nienarodzona istota ludzka, odczuwająca ból, kiedy zbliża się do niej lekarz, aby ją zabić, a nie leczyć? 

Prawdziwym pytaniem dzisiaj nie jest to, kiedy zaczyna się ludzkie życie, ale ile jest ono warte? Aborcjonista, który układa ramiona i nóżki malutkiego dziecka, aby upewnić się, że wszystkie jego części zostały usunięte z łona matki, nie może wątpić, że jest to istota ludzka. Prawdziwym pytaniem dla niego i dla nas wszystkich jest to, czy to malutkie ludzkie życie ma dane [mu] od Boga prawo do legalnej ochrony, które wszyscy posiadamy.

Czyż dramatycznym potwierdzeniem prawdziwej istoty sprawy nie jest sprawa Baby Doe z Bloomignton w Indianie? Śmierć tego malutkiego niemowlaka rozdarła serca wszystkich Amerykanów, ponieważ dziecko było niezaprzeczalnie człowiekiem – leżącym bezbronnie przed oczami lekarzy i całego narodu. Rzeczywistym pytaniem dla sądu nie było to, czy Baby Doe jest istotą ludzką. Rzeczywistym pytaniem było to, czy chronić życie człowieka, który ma zespół Downa i który prawdopodobnie byłby upośledzony umysłowo, ale który potrzebował rutynowej operacji chirurgicznej, by odblokować przełyk i umożliwić mu spożywanie pokarmu. Lekarz, zeznając przed sądem, stwierdził, że nawet po rozwiązaniu fizycznego problemu dziecka, Baby Doe nie będzie miało “istniejącej” możliwości na “w minimalnym stopniu adekwatną jakość życia” – innymi słowy, ta retardacja stała się równorzędna z przestępstwem zasługującym na karę śmierci. Sędzia pozwolił, aby Baby Doe zagłodzono na śmierć, a Najwyższy Sąd w Indianie usankcjonował jego decyzję. 

Prawo federalne nie zezwala wspomaganym finansowo przez rząd szpitalom na decydowanie, iż niemowlęta z zespołem Downa nie są warte leczenia, a tym bardziej podejmowania decyzji, by zagłodzić je na śmierć. Zgodnie z tym, nakazałem Ministerstwu Sprawiedliwości i Ministerstwu Zdrowia i Pomocy Społecznej zastosowanie postanowień prawa cywilnego do ochrony upośledzonych noworodków. Wszystkie szpitale otrzymujące fundusze federalne muszą umieścić tablice wyraźnie informujące, że zaprzestanie karmienia upośledzonych dzieci jest zabronione przez prawo federalne. Zasadniczą sprawą jest to, czy cenić i chronić życie upośledzonych, czy uznać świętość życia ludzkiego. Ta sama podstawowa kwestia dotyczy także aborcji.

Przesłuchania w Senacie w roku 1981 na temat początków ludzkiego życia uwydatniły istotę sprawy wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej. Wielu świadków ze świata nauki i medycyny nie było zgodnych w wielu sprawach, ale nie na temat naukowych dowodów tego, że nienarodzone dziecko jest żywe, jest odrębną osobą czy też, że należy do rodzaju ludzkiego. Nie zgadzali się w sprawie wartości, odnośnie do tego, czy uznać wartość ludzkiego życia w jego wczesnej, najsłabszej i najbardziej bezradnej fazie istnienia.

Niestety, żyjemy w czasach, kiedy niektórzy nie cenią każdego ludzkiego życia. Chcą dowolnie wybierać, które osoby mają wartość. Niektórzy mówią, że jedynie jednostki posiadające “świadomość siebie” są istotami ludzkimi. Jeden z pisarzy, postępując zgodnie z tą logiką, stwierdził, że “chociaż może wydawać się to szokujące, nowonarodzone dziecko nie jest istotą ludzką”.

Naukowiec, który zdobył Nagrodę Nobla, zasugerował, że jeśli upośledzone dziecko “nie zostanie uznane za w pełni ludzką istotę przez pierwsze trzy dni po urodzeniu, to wszyscy rodzice mieliby prawo wyboru”. Innymi słowy: “kontrola jakości”, by zobaczyć, czy nowonarodzone istoty ludzkie przeznaczyć na ścięcie.

Najwyraźniej, niektórzy wpływowi ludzie nie chcą przyznać, że każde ludzkie życie posiada wrodzoną, świętą wartość. Twierdzą, że członek ludzkiej rodziny musi posiadać pewne właściwości, zanim zgodzą się przyznać mu status “istoty ludzkiej”.

Wydarzenia zrodziły artykuł redakcyjny w kalifornijskim czasopiśmie medycznym, który wyjaśniał trzy lata przed sprawą Roe v. Wade, że społeczna akceptacja aborcji jest “urąganiem odwiecznym zasadom zachodniej etyki uznającej wrodzoną i jednakową wartość każdego ludzkiego życia, bez względu na [jego] stadium, stan czy status”.

Każdy prawodawca, każdy lekarz i obywatel musi zdać sobie sprawę, że istotą sprawy jest to, czy potwierdzić i chronić świętość każdego ludzkiego życia, czy też taką etykę społeczną, gdzie życie niektórych ludzi jest cenione, podczas gdy innych nie. Jako naród musimy wybrać pomiędzy etyką świętości ludzkiego życia a etyką “jakości życia”.

Nie mam trudności z identyfikacją odpowiedzi, jakiej nasz naród zawsze udzielał na to podstawowe pytanie i odpowiedzi, jaką mam nadzieję i o którą modlę się, udzieli w przyszłości. Ameryka została ustanowiona przez kobiety i mężczyzn, którzy podzielali wizję wartości każdej indywidualnej osoby. Wyrazili tę wizję wyraźnie od samego początku w Deklaracji Niepodległości, używając słów, które może wyrecytować każdy uczeń i uczennica. [cyt. za: Teksty źródłowe do nauki historii, nr 24, opr. K. Lapter, Warszawa 1960, s. 16-19] Uważamy za niezbite i oczywiste prawdy: że ludzie stworzeni zostali równymi sobie; że Stwórca udzielił im pewnych praw niezbywalnych, w rzędzie których na pierwszym miejscu postawić należy prawo do życia, do wolności i do poszukiwania szczęścia.

Prowadziliśmy straszną wojnę, aby zagwarantować, że jedna kategoria ludzi – ludzie o czarnym kolorze skóry w Ameryce – nie zostanie pozbawiona niezbywalnych praw, którymi obdarzył ich Stwórca. Wielki czempion świętości każdego ludzkiego życia w tamtych czasach, Abraham Lincoln, dał nam swoją ocenę celu Deklaracji [Niepodległości]. Mówiąc o twórcach tego szlachetnego dokumentu powiedział: Była to ich majestatyczna interpretacja ekonomii wszechświata. Było to ich wzniosłe, mądre i szlachetne zrozumienie sprawiedliwości Stwórcy dla swego stworzenia. Tak, panowie, dla wszystkich Jego stworzeń, dla całej wielkiej rodziny ludzkiej. W swojej oświeconej wierze, nic z odciśniętym piętnem boskiego obrazu i podobieństwa nie zostało posłane na świat, aby zostać zdeptanym… objęli oni nie tylko całą rasę ludzi ówcześnie żyjących, ale sięgnęli naprzód i dotarli do najdalszych potomków. Wznieśli latarnię, aby prowadziła ich dzieci i dzieci ich dzieci, i niezliczone miriady, które miały zaludnić ziemię w innych wiekach.

Ostrzegał także o niebezpieczeństwie, przed jakim staniemy, jeśli zamkniemy oczy na wartość ludzkiego życia jakiejkolwiek kategorii istot ludzkich: Chciałbym wiedzieć, czy branie tej starej Deklaracji Niepodległości, która ogłasza, że wszyscy ludzie są równymi ze względów zasadniczych i robienie wyjątków do tego skończy się na czymś. Jeśli jeden człowiek może powiedzieć, że nie oznacza to Murzyna, to czemu ktoś inny nie może powiedzieć, że nie oznacza to jakiegoś innego człowieka?

Kiedy kongresman John A. Bingham z Ohio naszkicował Czternastą Poprawkę [do Konstytucji], by gwarantowała prawo do życia, wolności i własności prywatnej dla wszystkich ludzi, to wyjaśnił, że wszystkim “przysługuje ochrona amerykańskiego prawa, ponieważ boski duch równości oświadcza, że wszyscy ludzie są stworzeni równymi”. Powiedział, że prawa gwarantowane przez [XIV] Poprawkę będą więc dotyczyły “każdej istoty ludzkiej”. Sędzia William Brennan, pisząc w innej sprawie rozpatrywanej jedynie na rok przed Roe v. Wade, odniósł się do naszego społeczeństwa jako tego, które “zdecydowanie zapewnia świętość [ludzkiego] życia”.

Inny William Brennan – nie sędzia – przypomniał nam o strasznych konsekwencjach, które mogą być następstwem odrzucenia przez naród etyki świętości życia [ludzkiego]: Warunki kulturalne sprzyjające ludzkiemu holocaustowi występują zawsze wtedy, kiedy jakiekolwiek społeczeństwo zostanie wprowadzone w błąd i uzna [niektóre] jednostki za mniej niż ludzkie i z tego powodu pozbawione wartości i szacunku.

Dzisiaj jako naród nie odrzuciliśmy świętości ludzkiego życia. Amerykanie nie mieli możliwości wyrażenia swojego poglądu odnośnie do świętości ludzkiego życia w nienarodzonych. Jestem przekonany, że Amerykanie nie chcą bawić się w Boga z wartością ludzkiego życia. Nie do nas należy decydowanie, kto jest wart tego, aby żyć, a kto nie. Nawet opinia Sądu Najwyższego w [sprawie] Roe v. Wade nie odrzuciła wyraźnie tradycyjnego amerykańskiego poglądu o wrodzonej wartości i cenie każdego ludzkiego życia; po prostu uniknięto [podjęcia] tej kwestii.

Kongres ma przed sobą kilka możliwości, które mogą pozwolić naszym obywatelom potwierdzić świętość ludzkiego życia, nawet w tych najmniejszych i najmłodszych, i najbardziej bezbronnych. „Ustawa o ludzkim życiu” wyraźnie uznaje nienarodzone [dzieci] za istoty ludzkie i odpowiednio chroni je jako osoby objęte przez Konstytucję. Ta ustawa, przedstawiona po raz pierwszy przez senatora Jesse Helmsa, dostarczyła środków na to, by Senat rozpoczął przesłuchania w roku 1981, które tak bardzo pomogły nam w zrozumieniu prawdy w kwestii aborcji.

“Ustawa o szacunku dla ludzkiego życia”, właśnie przedstawiona w 98 Kongresie, mówi w swojej pierwszej części, że politycznym celem Stanów Zjednoczonych jest “ochrona niewinnego życia, zarówno przed, jak i po urodzeniu”. Ta ustawa sponsorowana przez Kongresmana Henry’ego Hyde i senatora Rogera Jepsena, zabrania rządowi federalnemu dokonywania aborcji czy pomagania tym, którzy to robią, poza wyjątkiem ratowania życia matki. Porusza również naglącą kwestię zabijania niemowląt, która, jak widzieliśmy, wynika nieuchronnie z zezwolenia na aborcję, jako następny krok w odrzuceniu nienaruszalności niewinnego ludzkiego życia.

Poparłem każdy z tych wysiłków, jak również znacznie trudniejszą drogę poprawki konstytucyjnej i udzielę tym inicjatywom mojego pełnego poparcia. Każda z nich, w inny sposób, usiłuje odwrócić tragiczny kierunek polityki aborcji na żądanie narzucony nam przez Sąd Najwyższy dziesięć lat temu. Każda z nich jest zdecydowanym sposobem na potwierdzenie świętości ludzkiego życia.

Wszyscy musimy dokształcać się na temat rzeczywistości horroru, jaki ma miejsce. Lekarze wiedzą dzisiaj, że nienarodzone dzieci wyczuwają dotyk w łonie i reagują na ból. Ilu jednak Amerykanów zdaje sobie sprawę z tego, że pozwolono na procedury aborcyjne we wszystkich 50 stanach, w których spala się skórę dziecka roztworem soli doprowadzając do agonii mogącej trwać przez wiele godzin?

Inny przykład: dwa lata temu, Inquirer [gazeta] w Filadelfii wydał niedzielny dodatek zatytułowany “Przeraźliwa komplikacja”. Przeraźliwą komplikacją, o jakiej mówi ten artykuł – komplikacją, jakiej obawiają się lekarze dokonujący aborcji – jest przeżycie dziecka pomimo wszystkich bolesnych ataków podczas procedury aborcyjnej. Niektóre nienarodzone dzieci przeżywają aborcje (dokonywane w późniejszym okresie ciąży), a które zalegalizował Sąd Najwyższy. Czy można mieć jakiekolwiek wątpliwości, że te ofiary aborcji zasługują na naszą uwagę i ochronę? Czy mogą być jakiekolwiek wątpliwości, że te, które nie przeżyły, były żywymi ludźmi, zanim zostały zabite?

Te późne aborcje, szczególnie wtedy, kiedy dziecko przeżyje, a następnie zostaje zagłodzone lub zabite przez zaniedbanie czy uduszenie, ukazują jeszcze raz związek pomiędzy aborcją a dzieciobójstwem. Czas, aby to wszystko powstrzymać, jest teraz. Podczas gdy moja administracja będzie powstrzymywać zabijanie niemowląt, w pełni zdamy sobie sprawę z prawdziwej kwestii, jaka tkwi u podstaw zabijania dzieci przed i po urodzeniu.

Na szczęście, nasze społeczeństwo stało się wyczulone na prawa i szczególne potrzeby ludzi upośledzonych, ale szokuje mnie to, że fizyczne czy umysłowe upośledzenie niemowląt jest jeszcze używane do usprawiedliwienia ich zagłady. Ministrem zdrowia w tym rządzie jest dr C. Everett Koop, który być może uczynił więcej niż jakikolwiek inny Amerykanin dla upośledzonych dzieci, przez stosowanie pionierskich technik chirurgicznych, by im pomóc, przez mówienie o wartości ich życia i przez pracę z nimi w kontekście kochających rodzin. Nie znajdziemy wśród jego pacjentów nikogo, kto propaguje tak zwaną etykę “jakości życia”.

Wiem, że kiedy prawdziwa kwestia dzieciobójstwa zostanie przedstawiona amerykańskim obywatelom, ze wszystkimi faktami ogłoszonymi otwarcie, to nie będziemy mieli kłopotu w podjęciu decyzji, że fizycznie czy umysłowo upośledzone dziecko ma tę samą wrodzoną wartość i prawo do życia, jak reszta z nas. Dwie dekady temu Najwyższy Sąd w stanie New Jersey powiedział w orzeczeniu podtrzymującym świętość ludzkiego życia, że: “dziecko nie musi być doskonałe, aby mieć wartościowe życie”.

Czy mówimy o bólu odczuwanym przez cierpiące nienarodzone dzieci, czy o aborcjach w trzecim trymestrze, czy o zabijaniu niemowląt, to nieuchronnie koncentrujemy się na człowieczeństwie nienarodzonego dziecka. Każda z tych kwestii może potencjalnie stać się punktem zbornym dla [sił walczących o] etykę świętości życia. Kiedy jako naród skoncentrujemy się na którejkolwiek z tych kwestii, by zapewnić i chronić świętość życia [ludzkiego], to dostrzeżemy, jak ważne jest zapewnienie tej zasady zawsze i wszędzie.

Malcolm Muggeridge, pisarz angielski, sięga sedna sprawy, mówiąc: “Albo życie [ludzkie] jest zawsze i w każdych okolicznościach święte, albo istotnie bez wartości; niewyobrażalne jest bowiem to, by w pewnych okolicznościach było jednym, a w innych drugim”. Świętość niewinnego ludzkiego życia jest zasadą, którą Kongres powinien głosić i potwierdzać przy każdej okazji.

Możliwe jest to, że Sąd Najwyższy sam zmieni swoje orzecznictwo odnośnie do aborcji. Musimy jedynie przypomnieć sobie sprawę “Brown v. Board of Education”, w której sąd zmienił swoją wcześniejszą decyzję „oddzielny-ale równy”. Wierzę, że gdyby Sąd Najwyższy przyjrzał się ponownie sprawie Roe v. Wade i rozważył rzeczywistą kwestię odnośnie do etyki świętości życia a etyki jakości życia, to ponownie zmieniłby swoje stanowisko.

Kontynuując naszą pracę, by obalić Roe v. Wade, musimy również w dalszym ciągu pamiętać o budowaniu fundamentów pod społeczeństwo, w którym aborcja nie będzie akceptowana jako odpowiedź na niechcianą ciążę. Ludzie stojący po stronie życia podjęli już bohaterskie wysiłki, często kosztem ogromnych osobistych wyrzeczeń, by pomóc samotnym matkom. Niedawno mówiłem o młodej kobiecie o imieniu Wiktoria, która powiedziała: “W tym naszym społeczeństwie ratujemy wieloryby, chronimy wilki amerykańskie, ocalamy orły bieliki i zbieramy puszki Coca-Coli. A jednak każdy chciał, abym wyrzuciła moje dziecko”. Pomogła jej organizacja pod nazwą Save-a-Life w Dallas, która umożliwia samotnym matkom zachowanie ludzkiego życia w ich wnętrzu, a które w innych okolicznościach skłonne byłyby uciec się do aborcji. Myślę także o Domu Jego Stworzenia w Catesville w Pensylwani, gdzie kochające małżeństwo przyjęło prawie 200 młodych kobiet w ciągu ostatnich 10 lat. Przekonali się w praktyce, że dziewczęta nie mają się lepiej, dokonując aborcji, natomiast czują się lepiej, ratując swoje dzieci. Przypomniano mi także wybitną rodzinę Rossowów z Ellington w Connecticut, która otworzyła swoje serca i swój dom dla dziewięciorga upośledzonych dzieci, które adoptowali lub przyjęli jako rodzina zastępcza.

“Program życia rodzinnego dla młodocianych”, przyjęty przez Kongres na prośbę senatora Jeremiaha Dentona otworzył nowe możliwości dla samotnych matek do przekazania życia swoim dzieciom. Nie możemy spocząć, dopóki całe nasze społeczeństwo nie powtórzy za Johnem Powellem słowa dedykacji z jego książki pod tytułem: “Aborcja: cichy Holocaust”, dedykacji dla każdej kobiety w ciąży z niechcianym dzieckiem: “Proszę uwierz, że nie jesteś sama. Wielu z nas naprawdę cię kocha, chce stanąć u twego boku i chce ci pomoc tak bardzo, jak tylko możemy”. Możemy powtórzyć za zawsze praktyczną kobietą wiary, Matką Teresą, kiedy mówi: “Jeśli nie chcesz tego małego dziecka, tego nienarodzonego dziecka, daj je mnie”. W Ameryce mamy tak wiele rodzin pragnących adoptować dzieci, a slogan “każde dziecko chcianym dzieckiem” jest teraz pustym frazesem i najpłytszym ze wszystkich powodów, by tolerować aborcję.

Często mówiłem, że musimy zjednoczyć się w modlitwie o ochronę nienarodzonych. Modlitwa i działanie niezbędne są do zachowania i podtrzymania świętości ludzkiego życia. Wierzę, że doprowadzenie naszego dzieła do końca, dzieła ratowania życia, nie będzie możliwe “bez bycia człowiekiem [duszą] modlitwy”. Słynny brytyjski parlamentarzysta, William Wilberforce, modlił się przez całe dziesięciolecia ze swoją małą grupą wpływowych przyjaciół, “Claphan Sect”, o zakończenie niewolnictwa w Imperium Brytyjskim. Wilberforce niezmordowanie kierował tą walką w Parlamencie ponieważ wierzył w świętość ludzkiego życia. Ujrzał spełnienie swojego “niemożliwego [do spełnienia] marzenia”, kiedy Parlament zdelegalizował niewolnictwo tuż przed jego śmiercią.

Niech jego wiara i wytrwałość będzie naszym przewodnikiem. Nigdy nie zdamy sobie sprawy z prawdziwej wartości naszego własnego życia, dopóki nie uznamy tej wartości w życiu innych, wartości, o której Malcolm Muggeridge mówi: ”... jakkolwiek słabo migocze czy też gwałtownie płonie, jest ciągle boskim płomieniem, którego żaden człowiek nie śmie pozwolić sobie zgasić, bez względu na jakąkolwiek humanitarność i oświecenie swoich motywów”.

Abraham Lincoln zdawał sobie sprawę, że nie możemy przetrwać jako kraj ludzi wolnych, jeśli niektórzy ludzie mogliby decydować o tym, że inni nie zasługują na to, by być wolnymi i dlatego powinni być niewolnikami. Podobnie i my nie możemy zachować naszej narodowej wolności, kiedy niektórzy ludzie mogą zdecydować, że inni nie zasługują na to, by żyć i powinni zostać porzuceni [w szpony] aborcji i dzieciobójstwa. Mój rząd poświęcony jest zachowaniu wolności w Ameryce i nie ma ważniejszego powodu dla zachowania tej wolności niż potwierdzenie transcendentnego prawa do życia wszystkich ludzi, prawa, bez którego inne prawa nie mają znaczenia.

Ronald Reagan tłum. Richard A. Czekaj
Powyższy artykuł ukazał się w Magazynie Chrześcijańskim „Cel”, nr 9, lato 2007

sobota, 23 grudnia 2017

REFORMACJA PROTESTANCKA

Marcin Luter z rodziną, obraz G.A. Spangenberga (1866)
Mijający rok miał szczególne znaczenie dla protestantów z uwagi na przypadające 500-lecie Reformacji, za której początek przyjmuje się wystąpienie Marcina Lutra w Wittenberdze 31 października 1517 roku. W centralnych obchodach jubileuszu, które odbyły się w Warszawie, wziął udział Prezydent RP Andrzej Duda. 

Nie tak dawno (14 grudnia), posłanka Anna Siarkowska (PiS), zablokowała sejmową uchwałę, która oddawała cześć polskim protestantom, doceniając ich wkład w budowanie polskiej państwowości. Jej postawa spotkała się z licznymi pozytywnymi komentarzami, a ich wspólnym elementem była pojawiająca się myśl, że „Świętowanie 500-lecia Reformacji to błąd, wszak jedynym prawdziwym Kościołem jest Kościół katolicki”. Taka wypowiedź została też przytoczona w programie TVP „Warto rozmawiać”. Był on wyemitowany 9 listopada i został opatrzony takim wstępem: „Czy katolicy, tak jak papież Franciszek, mają dziękować za „dary reformacji”, uważając luteranizm za lekarstwo dla Kościoła? A może tradycyjnie powinniśmy widzieć w Lutrze rozłamowca, heretyka i wcielenia zła?”.

A zatem jak to jest z tym „prawdziwym Kościołem?”. Jeśli mamy jakikolwiek szacunek do historii, to trzeba uczciwie przyznać, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa Kościół rzymski (z biskupem Rzymu) istniał równolegle i na równych prawach obok Kościołów w innych miastach, w tym największych ośrodkach cesarstwa: Antiochii, Efezie, Aleksandrii, Lyonie, Kartaginie, Konstantynopolu i innych.

Rzekomo istniejącego już w pierwszym wieku chrześcijaństwa prymatu biskupa Rzymu, co jest jednym z filarów istnienia Kościoła katolickiego, nie da się obronić na gruncie tekstu nowotestamentowego i historii pierwszych chrześcijan. E.E. Cairns w swojej historii Kościoła („Z chrześcijaństwem przez wieki. Historia Kościoła powszechnego”) zauważa: „We wczesnym Kościele biskupa Rzymu uważano za jednego z wielu biskupów, którzy byli sobie równi pod względem rangi, władzy i funkcji. Między rokiem 313 a 450 biskupa Rzymu zaczęto traktować jako pierwszego wśród równych. Poczynając jednak od wstąpienia na tron biskupa Leona I w roku 440, biskup Rzymu zaczął domagać się zwierzchnictwa nad innymi biskupami”.

Różnice w Kościele, szczególnie te pomiędzy Wschodem a Zachodem istniały od samego początku. Przykładem są dyskusje o kanoniczności niektórych ksiąg biblijnych. I tak kanoniczność Listu do Hebrajczyków nie budziła większych wątpliwości w Kościele Wschodnim, natomiast była obiektem dyskusji w Kościele Zachodnim. Odwrotnie było z Księgą Objawienia Jana (Apokalipsą). Do dziś Wschodnie Chrześcijaństwo ma w swoim kanonie księgi (np. dwa listy św. Klemensa Rzymskiego czy Pasterz Hermasa), które nie zaliczane są do natchnionych w obrębie tzw. Kościoła Zachodniego.

Rzymskie papiestwo z czasem zyskiwało władzę i wpływy na równi z władzą polityczną, co już samo w sobie jest, moim zdaniem, czymś obcym nauce Chrystusa i Nowego Testamentu. Historycy uznają, że Grzegorz zwany Wielkim (540-604 r. n.e.) utwierdził duchową zwierzchność biskupa Rzymu i uczynił Kościół zachodni potęgą polityczną, na tyle silną by w późniejszych wiekach kontrolować władzę świecką. W 1054 roku dokonał się rozłam pomiędzy Kościołem na Wschodzie i na Zachodzie. Patriarcha Konstantynopola nałożył klątwę na biskupa (papieża) Rzymu i jego następców. Wcześniej patriarchę Konstantynopola Michała Cerulariusza wyklął Leon IX.

Historia Kościoła nie jest jedynie historią katolicyzmu. Katolicyzm jest jednym z wielu nurtów szeroko rozumianego chrześcijaństwa. Czy teologicznie poprawnym? Pozostawiam to sumieniu tych, którzy są częścią Kościoła rzymskiego.

Reformacja zrodziła się w środowisku ludzi będących częścią tzw. Zachodniego Chrześcijaństwa. Jej dorobkiem na gruncie teologicznym było przywrócenie właściwego miejsca Biblii w nauczaniu i praktyce chrześcijańskiej. Pierwsze tłumaczenie Biblii na język polski z języków oryginalnych zawdzięczamy przecież protestantom (Nowy Testament w przekładzie Stanisława Murzynowskiego i Biblia Radziwiłłowska).

Ja się cieszę z protestanckiej Reformacji i uznaję w niej wartość dla cywilizacji europejskiej. Tym samym nie podzielam katolickich głosów jakoby była ona „katastrofą cywilizacyjną”. Nie podzielam też opinii profesora Johna Rao z nowojorskiego Uniwersytetu Świętego Jana, który stwierdził, że „protestantyzm to straszliwa katastrofa, której założenia i skutki nie są do pogodzenia z Kościołem (w domyśle: katolickim). Protestanci są o tyle na złej drodze, o ile z własnej woli podążają za ideami protestantyzmu. Katolicy zaś są o tyle na dobrej drodze, o ile za tymi ideami nie podążają”.

Sam staram się widzieć historię Kościoła w szerokim jej spektrum, a jako protestant dostrzegam również wiele wartościowych rzeczy w tradycji katolickiej. Jednak przekonania i praktykę wiary chcę czerpać nie tyle z tradycji (katolickiej czy protestanckiej), lecz ze źródła jakim jest Biblia. Dlatego protestancka zasada „Sola scriptura” (Tylko Pismo) jest mi niezwykle bliska.

Cieszy mnie fakt, że w rocznicę 500-lecia Reformacji pojawiła się w przestrzeni publicznej dyskusja wokół tak bliskich dla mnie kwestii. Ujawniła też ona wiele stereotypów i pokazała, że wciąż mamy dużo do zrobienia na gruncie rzetelnej edukacji i odkrywania chrześcijańskiego dziedzictwa Polski i Europy.

wtorek, 19 grudnia 2017

TUWIM I ANTYSEMITYZM

Adolf Nowaczyński (1876-1944) satyryk i publicysta, a przy tym osoba znana z antysemickich poglądów, kiedyś podczas bankietu literackiego wzniósł toast: „Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma Adama Mickiewicza bez „Pana Tadeusza”, nie ma „Pana Tadeusza” bez Jankiela – niech żyje Tuwim!”. Na to Julian Tuwim: „Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma Adama Mickiewicza bez „Pana Tadeusza”, nie ma „Pana Tadeusza” bez Jankiela, nie ma Jankiela bez cymbałów – niech żyje Nowaczyński!”

W dwudziestoleciu międzywojennym liczni narodowi publicyści wyrzucali Tuwimowi, że nie powinien czuć się przedstawicielem narodu polskiego, nazywali „gudłajskim Mickiewiczem”. Tuwim rezolutnie odciął się fraszką, która do dziś budzi najwyższe uznanie dosadnością i prostotą języka:
Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa.
Nie powiem nawet pies cię jebał,
bo to mezalians byłby dla psa.
(Na pewnego endeka co na mnie szczeka)