Przejmującym świadectwem Zagłady pozostają wiersze pisane w gettach, obozach lub po aryjskiej stronie. Niektóre z nich zostały wydane przez Żydowski Instytut Historyczny w publikacji „Słowa pośród nocy. Poetyckie dokumenty Holokaustu”.
CHANA CHAJTIN urodziła się w 1925 roku w Szawlach (Żmudź). Ukończyła gimnazjum hebrajskie i kurs nauczycielski. Podczas okupacji przebywała w getcie w rodzinnym mieście, gdzie zaczęła pisać wiersze. Stamtąd została deportowana do Stutthofu. Przeszła różne obozy koncentracyjne. Po wojnie przyjechała do Łodzi, skąd bardzo szybko wyemigrowała do Izraela. W latach 60. przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Zmarła w 2004 roku.
Żydowskie dziecko
Gdzieś na Litwie, w małej wiosce,
W oddalonej chacie prostej,
Przez niewielkie okno sieni
Kilka główek się rumieni:
Blond dziewczęce, jasne buzie,
Lnianowłosi chłopcy duzi,
A wraz z nimi, jak w przeźroczu,
Także czarnych dwoje oczu…
Czarnych oczu słodkie rosy,
I do tego drobny nosek,
Wargi tylko brać całować,
W ciemnych lokach tonie głowa.
Późną nocą go przyniosła
Jego mama, zanim poszła,
Przytuliła we Łazach cała
I do uszka wyszeptała:
„Będziesz się tu, dziecko, chować,
Zapamiętaj matki słowa,
Że cię nocą niosę skrycie,
Aby chronić Twoje życie.
Baw się z dziećmi grzecznie, ładnie,
Bądź posłuszne, bądź układne,
Ani słowa więcej w jidysz,
Już nie jesteś dziecko Żydem”.
Dziecko błaga jednak mamę:
„Mamo, z tobą tu zostanę!
Nie porzucaj mnie samego!” –
Z żalu krztusząc się strasznego.
Wszystko mu obiecać chciała
Nic tym jednak nie wskórała,
Wciąż krzyczało: „Nie chcę samo
Tutaj zostać, nie idź mamo!”
Matka wzięła go na ręce,
Drżące słowa w jej piosence,
Już niedawno w domu miłym,
Tak i teraz go uśpiły.
We łzach topiąc smutne oczy,
Dała całus mu uroczy,
Całus z serca, z lęku złego,
Zostawiła go samego.
„Zimno jest i wicher wyje,
Słychać, dziecko, głosy czyjeś!
Obcym cię zostawić trzeba
I innego wyjścia nie ma”.
Matka mówi sama sobie,
Późno jest i wieje chłodem,
Wiatr ją smaga z całej siły,
„Boże, bądź dla dziecka miły!”
Obcy dom jest pełen ludzi,
Ono tylko cicho siedzi,
Milczy, milczy, nic nie woła,
Z rzadka się uśmiechnąć zdoła,
Obce głosy mówią słowa,
Obca brzmi dla niego mowa,
Imię Josl również obce,
Jest nieszczęsnym bardzo chłopcem.
Serce matki jednak czułe,
Przepojone całe bólem,
Nie wytrzyma dłużej wiele,
Odkąd zniknął jej Josele.
Jak Mojżesza matka w trzcinie
Położyła, niechaj płynie,
Tak i ona swego syna
Samotnego w świat puściła.
Getto szawelskie
tłum. z jidisz Marek Tuszewicki
Blog o przyrodniczych (i nie tylko) inicjatywach podejmowanych w szkole oraz różnych innych sprawach ważnych i wartych uwagi z mojego punktu widzenia.
sobota, 27 października 2018
wtorek, 16 października 2018
KOPIEMY!
A zatem kopiemy! Jak głęboko? Na 5 metrów. Jak szeroko? Nawet do 80 metrów. A jak daleko? Aż 1,1 km długości… Za ile? Za prawie miliard złotych, ale koszty utrzymania tego przekopu mogą wzrosnąć o kolejne dziesiątki milionów. A ile mamy czasu? 4 lata! Dziś (16.10) się zaczęło. Trzy łopaty poszły w ruch.
Podobno idea sięga czasów króla Stefana Batorego… A ja czasami się denerwuję, że na realizację jakiegoś pomysłu trzeba czekać kilkanaście miesięcy…
I kluczowe pytanie: Co kopiemy? Oczywiście Mierzeję Wiślaną, aby statki morskie mogły przywozić towary do portu w Elblągu. Największe statki i tak nie pokonają planowanej drogi morskiej, wszak ich zanurzenie sięga ponad 4 metry (a są takie, których zanurzenie wynosi ponad 20 metrów), ale może chodzi o te małe jednostki?
I jeszcze taka informacja. Trzeba usunąć 1 740 000 metrów sześciennych piasku o wartości rynkowej kilkudziesięciu mln złotych.
Podobno idea sięga czasów króla Stefana Batorego… A ja czasami się denerwuję, że na realizację jakiegoś pomysłu trzeba czekać kilkanaście miesięcy…
I kluczowe pytanie: Co kopiemy? Oczywiście Mierzeję Wiślaną, aby statki morskie mogły przywozić towary do portu w Elblągu. Największe statki i tak nie pokonają planowanej drogi morskiej, wszak ich zanurzenie sięga ponad 4 metry (a są takie, których zanurzenie wynosi ponad 20 metrów), ale może chodzi o te małe jednostki?
I jeszcze taka informacja. Trzeba usunąć 1 740 000 metrów sześciennych piasku o wartości rynkowej kilkudziesięciu mln złotych.
sobota, 13 października 2018
AL CHET
Al chet
Ciężko mi wlec za sobą
grzechy w tułaczym worze
jestem już słaby i stary
wciąż słabszy… przebacz mi Boże…
Już uwierzyłem światu
i kajam się teraz w pokorze
ciężko i duszno mi… ratuj…
może to prawda… Boże…
Patrz - rzucają kamienie…
Widzisz - drzewa mi łamią…
Słyszysz - plwają, złorzeczą
przebacz mi, może nie kłamią…
Ja zatruwam w studniach wodę — —
Ja sprowadzam złą pogodę — —
Ja uroki znam na trzodę — —
Mijają lata i lata
i zmienia się obraz świata
Kultura, światło i postęp
a dla nich wciąż takie proste…
Ja mam lochy tajemnicze — —
ja nocami złoto liczę — —
wojny robi się naprędce
kiedy zechcą Sjonu mędrce
Wielki Paskarz - Wielki Mag
rewolucja — gdy dam znak…
ja to burżuazja — wyzysk
ja światowy jestem kryzys
jestem chasyd, zwalczam Boga
komunista ja i bogacz
wszystko zło z całego świata
w jednym sercu mym się splata
Nadal grabię, dławię po to,
by w piwnicach zbierać złoto
Świat zdobędzie złote runo
jeśli tylko mnie usuną
wiecznie ja — beczka prochu
na ogłuszanie motłochu…
Drażnię pałace i strzechy — —
Drażnię słowem i gestem — —
Przebacz mi Boże te grzechy…
Przebacz mi Boże, że j e s t e m.
Autorem wiersza jest Władysław Szlengel (1912-1943).
Al chet z języka hebrajskiego oznacza „Za grzech”.
Ciężko mi wlec za sobą
grzechy w tułaczym worze
jestem już słaby i stary
wciąż słabszy… przebacz mi Boże…
Już uwierzyłem światu
i kajam się teraz w pokorze
ciężko i duszno mi… ratuj…
może to prawda… Boże…
Patrz - rzucają kamienie…
Widzisz - drzewa mi łamią…
Słyszysz - plwają, złorzeczą
przebacz mi, może nie kłamią…
Ja zatruwam w studniach wodę — —
Ja sprowadzam złą pogodę — —
Ja uroki znam na trzodę — —
Mijają lata i lata
i zmienia się obraz świata
Kultura, światło i postęp
a dla nich wciąż takie proste…
Ja mam lochy tajemnicze — —
ja nocami złoto liczę — —
wojny robi się naprędce
kiedy zechcą Sjonu mędrce
Wielki Paskarz - Wielki Mag
rewolucja — gdy dam znak…
ja to burżuazja — wyzysk
ja światowy jestem kryzys
jestem chasyd, zwalczam Boga
komunista ja i bogacz
wszystko zło z całego świata
w jednym sercu mym się splata
Nadal grabię, dławię po to,
by w piwnicach zbierać złoto
Świat zdobędzie złote runo
jeśli tylko mnie usuną
wiecznie ja — beczka prochu
na ogłuszanie motłochu…
Drażnię pałace i strzechy — —
Drażnię słowem i gestem — —
Przebacz mi Boże te grzechy…
Przebacz mi Boże, że j e s t e m.
Autorem wiersza jest Władysław Szlengel (1912-1943).
Al chet z języka hebrajskiego oznacza „Za grzech”.
czwartek, 13 września 2018
czwartek, 6 września 2018
LAS RZUCHOWSKI
„To miejsce jest tak głęboko przepełnione przeraźliwym krzykiem oraz wołaniem o zachowanie i przetrwanie ludzkiego życia. Wołaniem o to, co najważniejsze tu, na ziemi, w życiu doczesnym (…) Pamiętajmy o wadze życia i miłości do drugiego człowieka. Nie dajmy w sobie zasiać ziarna nienawiści i duchowej pustki”.
Takie słowa rozbrzmiały we wtorek (5.09) w lesie rzuchowskim. Wypowiedział je Burmistrz Miasta Dąbie – Tomasz Ludwicki – jeden ze współgospodarzy uroczystości upamiętniającej wszystkich zamordowanych w byłym niemieckim Obozie Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. Mordowano tam też mieszkańców Gostynina.
Uroczystość zgromadziła przedstawicieli władz lokalnych, reprezentantów urzędu wojewódzkiego i marszałkowskiego województwa wielkopolskiego, przedstawicieli duchowieństwa katolickiego i protestanckiego, nauczycieli i uczniów różnych typów szkół oraz okolicznych mieszkańców.
Organizacja tegorocznych uroczystości przypadła w udziale Urzędowi Gminy w Grzegorzewie i Parafii Rzymsko-Katolickiej w Chełmnie. Głównym akcentem tego wydarzenia była Msza święta celebrowana przez Biskupa Wiesława Alojzego Meringa. Wśród osób zaangażowanych w przygotowanie uroczystości był też gostyninianin – Pan Piotr Ostrowski.
Wspomniany Obóz Kulmhof w Chełmnie nad Nerem był miejscem zagłady głównie ludności żydowskiej z, utworzonego przez Niemców na ziemiach polskich, Kraju Warty. Decyzja o rozwiązaniu tzw. „kwestii żydowskiej” w Kraju Warty zapadła latem 1941 roku. W pierwszym okresie istnienia obozu (od grudnia 1941 do kwietnia 1943 roku) eksterminacji dokonywano w samochodach będących mobilnymi komorami gazowymi. Ciała ofiar wywożono do pobliskiego lasu rzuchowskiego. Latem 1942 r. wskutek zagrożenia epidemiologicznego spowodowanego rozkładaniem się ciał w masowych grobach wstrzymano transporty śmierci. Zwłoki wydobywano z grobów i palono je w polowych krematoriach. Las rzuchowski był też miejscem zagłady gostynińskich Żydów. Mordowano tam gostyninian, którzy już od 1940 roku byli wywożeni do obozów pracy przymusowej, w tym do Konina-Czarkowa oraz wszystkich wywiezionych z Gostynina podczas akcji likwidacji getta w kwietniu 1942 roku. Oni wszyscy mieli swoje historie i imiona. Pamięć o nich nie powinna być jedynie statystyką przytaczaną podczas omawiania nazistowskiej machiny zagłady. Ocalały z Holokaustu, pochodzący z Sannik, Rabi Jehoszua Mosze Aaronson trafił do obozu pracy w Koninie-Czarkowie właśnie z Gostynina. W dzienniku Megilot „beit ha-awadim” be Konin (Zwój „domu niewoli” w Koninie) relacjonuje, że w marcową noc 1942 roku „żydowskie dzielnice powiatu gostynińskiego wypełniły się niemieckimi żołnierzami i odgłosem krzyków: «Mężczyźni – wychodzić!». Potem opisuje transport z Sanniki, przez Gąbin, do Gostynina: „W Gostyninie prowadzą nas do polskiego kościoła, gdzie już zebrali się gostynińscy mężczyźni. Przez całą noc bito ich, przeszukiwano i ograbiano z pieniędzy i rzeczy. Starzy i chorzy pozostali w kościele, a resztę niebawem zaprowadzono na dworzec. Z oddali słychać jeszcze krzyki ich bliskich, którzy pozostali jako wdowy i sieroty…”. W tym samym dzienniku, pod datami: 9 kwietnia, 11 maja i 8 lipca 1942 roku, Jehoszua Aaronson wymienia 57 gostyninian wywiezionych z Czarkowa do Chełmna – miejsca kaźni. Obok imienia i nazwiska pojawia się tylko data urodzenia i jedno z dwóch słów: kawaler lub żonaty. Najstarszy na tej liście – Simcha Zeidman – miał 63 lata, najmłodszy – Zalman Przygoda – zaledwie lat 9.
Moim pragnieniem jest, aby pamięć o wielokulturowej przeszłości Gostynina – również o tej tragicznej z czasu II wojny światowej – stała się ważnym składnikiem budowania społeczeństwa opartego na szacunku do drugiego człowieka. Z pełną świadomością różnic istniejących na wielu płaszczyznach. Sądzę, że ocalenie od zapomnienia obecności gostynińskich Żydów w historii naszego miasta jest ważnym elementem budowania naszej tożsamości. Czy nam się to uda? Taką mam nadzieję.
Takie słowa rozbrzmiały we wtorek (5.09) w lesie rzuchowskim. Wypowiedział je Burmistrz Miasta Dąbie – Tomasz Ludwicki – jeden ze współgospodarzy uroczystości upamiętniającej wszystkich zamordowanych w byłym niemieckim Obozie Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. Mordowano tam też mieszkańców Gostynina.
Uroczystość zgromadziła przedstawicieli władz lokalnych, reprezentantów urzędu wojewódzkiego i marszałkowskiego województwa wielkopolskiego, przedstawicieli duchowieństwa katolickiego i protestanckiego, nauczycieli i uczniów różnych typów szkół oraz okolicznych mieszkańców.
Organizacja tegorocznych uroczystości przypadła w udziale Urzędowi Gminy w Grzegorzewie i Parafii Rzymsko-Katolickiej w Chełmnie. Głównym akcentem tego wydarzenia była Msza święta celebrowana przez Biskupa Wiesława Alojzego Meringa. Wśród osób zaangażowanych w przygotowanie uroczystości był też gostyninianin – Pan Piotr Ostrowski.
Wspomniany Obóz Kulmhof w Chełmnie nad Nerem był miejscem zagłady głównie ludności żydowskiej z, utworzonego przez Niemców na ziemiach polskich, Kraju Warty. Decyzja o rozwiązaniu tzw. „kwestii żydowskiej” w Kraju Warty zapadła latem 1941 roku. W pierwszym okresie istnienia obozu (od grudnia 1941 do kwietnia 1943 roku) eksterminacji dokonywano w samochodach będących mobilnymi komorami gazowymi. Ciała ofiar wywożono do pobliskiego lasu rzuchowskiego. Latem 1942 r. wskutek zagrożenia epidemiologicznego spowodowanego rozkładaniem się ciał w masowych grobach wstrzymano transporty śmierci. Zwłoki wydobywano z grobów i palono je w polowych krematoriach. Las rzuchowski był też miejscem zagłady gostynińskich Żydów. Mordowano tam gostyninian, którzy już od 1940 roku byli wywożeni do obozów pracy przymusowej, w tym do Konina-Czarkowa oraz wszystkich wywiezionych z Gostynina podczas akcji likwidacji getta w kwietniu 1942 roku. Oni wszyscy mieli swoje historie i imiona. Pamięć o nich nie powinna być jedynie statystyką przytaczaną podczas omawiania nazistowskiej machiny zagłady. Ocalały z Holokaustu, pochodzący z Sannik, Rabi Jehoszua Mosze Aaronson trafił do obozu pracy w Koninie-Czarkowie właśnie z Gostynina. W dzienniku Megilot „beit ha-awadim” be Konin (Zwój „domu niewoli” w Koninie) relacjonuje, że w marcową noc 1942 roku „żydowskie dzielnice powiatu gostynińskiego wypełniły się niemieckimi żołnierzami i odgłosem krzyków: «Mężczyźni – wychodzić!». Potem opisuje transport z Sanniki, przez Gąbin, do Gostynina: „W Gostyninie prowadzą nas do polskiego kościoła, gdzie już zebrali się gostynińscy mężczyźni. Przez całą noc bito ich, przeszukiwano i ograbiano z pieniędzy i rzeczy. Starzy i chorzy pozostali w kościele, a resztę niebawem zaprowadzono na dworzec. Z oddali słychać jeszcze krzyki ich bliskich, którzy pozostali jako wdowy i sieroty…”. W tym samym dzienniku, pod datami: 9 kwietnia, 11 maja i 8 lipca 1942 roku, Jehoszua Aaronson wymienia 57 gostyninian wywiezionych z Czarkowa do Chełmna – miejsca kaźni. Obok imienia i nazwiska pojawia się tylko data urodzenia i jedno z dwóch słów: kawaler lub żonaty. Najstarszy na tej liście – Simcha Zeidman – miał 63 lata, najmłodszy – Zalman Przygoda – zaledwie lat 9.
Moim pragnieniem jest, aby pamięć o wielokulturowej przeszłości Gostynina – również o tej tragicznej z czasu II wojny światowej – stała się ważnym składnikiem budowania społeczeństwa opartego na szacunku do drugiego człowieka. Z pełną świadomością różnic istniejących na wielu płaszczyznach. Sądzę, że ocalenie od zapomnienia obecności gostynińskich Żydów w historii naszego miasta jest ważnym elementem budowania naszej tożsamości. Czy nam się to uda? Taką mam nadzieję.
sobota, 18 sierpnia 2018
MARATON I MOSTY PRZYJAŹNI
![]() |
| Łukasz Wilk na mecie maratonu w 2017 roku |
Tymczasem wiele lat wcześniej pewien Beniaminita pokonał odległość 42 km, aby przekazać informację z pola bitwy. Beniaminita? A kto to taki i jaka historia wiąże się z tą postacią?
Początek, będącej częścią Tanachu (Biblii hebrajskiej), Pierwszej Księgi Samuela opisuje tragiczne w historii Izraela wydarzenie. Odwieczni wrogowie Izraelitów – Filistyni – zadali potomkom Abrahama dotkliwy cios. W bitwie, która rozegrała się w okolicy Eben-Haezer (dzisiejsze Rosh Ha’ayin) śmierć poniosło, zgodnie z przekazem biblijnym, „trzydzieści tysięcy pieszych”. Ale największą tragedią było to, że Arka Przymierza JHWH znalazła się w rękach nieprzyjaciela. Z pola walki naznaczonego krwią poległych Izraelitów uciekł, jak zapisał autor biblijny, „pewien Beniaminita”. Gdy dotarł do Szilo „jego ubranie było podarte, a głowę pokrywał kurz”. Przebył długą drogę i przekazał kapłanowi Helemu, który sprawował sądy nad Izraelem przez czterdzieści lat, dramatyczne wieści: „lud poniósł wielką klęskę. Twoi synowie, Chofni i Pinchas, nie żyją, a Arkę Boga zabrano”. Zgodnie z tradycją tym Beniaminitą był młody król Saul (panował ok. 1026-1004 p.n.e). Kiedy wiele stuleci później zmierzono odległość pomiędzy Eben-Haezer a Szilo okazało się, że wynosi ona 42 km – czyli tyle, ile oficjalna długość maratonu olimpijskiego.
Na pamiątkę tego biblijnego wydarzenia rozgrywany jest „The Bible Marathon”. W ubiegłym roku metę biegu jako pierwszy, przy dźwiękach szofaru, pokonał Polak – Łukasz Wilk. Na trudnej górzystej trasie uzyskał czas 3:23:25. To było jego pierwsze maratońskie zwycięstwo w życiu. Dla Pana Łukasza Wilka udział w biegu był także okazją do budowania mostów przyjaźni na linii Polska-Izrael. W rozmowie z dziennikarzami Jerusalem Post wyznał: „Jestem bardzo zakochany w Izraelu i narodzie żydowskim”.
Jaki będzie finał tegorocznego biegu w Izraelu? Zobaczymy. Datę biegu organizatorzy wyznaczyli na dzień 28 września. Czy tegoroczna edycja będzie kolejną okazją do zamanifestowania przyjaźni polsko-izraelskiej? Czas pokaże!
wtorek, 7 sierpnia 2018
ODPADY NASZE POWSZEDNIE...
Antoine Repessé zbierał przez kilka lat odpady, które użył potem jako rekwizyty w serii zdjęć zatytułowanej #365 Unpacked. W ciągu 4 lat fotograf z Lille zgromadził ponad 70 metrów sześciennych śmieci segregowanych, w tym m.in. 1600 butelek po mleku, 4800 rurek od papieru toaletowego i 800 kg gazet.
Źródło: https://www.worldphoto.org/sony-world-photography-awards/winners-galleries/2016/professional/shortlisted/campaign/antoine
Źródło: https://www.worldphoto.org/sony-world-photography-awards/winners-galleries/2016/professional/shortlisted/campaign/antoine
czwartek, 19 lipca 2018
NIHIL NOVI
WŁADYSŁAW SZLENGEL
Nihil Novi
Idę swoją smutną drogą
dwa tysiące lat
a za mną w ślad
co dzień
wlecze się jak cień –
litania bezecna i zła
– że zatruwam w studniach wodę
– że sprowadzam złą pogodę
– że uroki znam na trzodę
– że kradnę z świątyń krzyże złote
– by je oplwać zmieszać z błotem
– by je sprzedać drogo potem
– krwawy haracz Bogu płacę
– krwią dziecinną mieszam macę
– i na każde swoje święta
– kradnę blade pacholęta
– by wyłupać martwe oczy
– i serdecznej krwi utoczyć...
mijają lata i lata
i zmienia się obraz świata
kultura światło postęp
a dla was to wciąż takie proste:
– że mam lochy tajemnicze
– że nocami złoto liczę
– wojny robi się na prędce
– kiedy zechcą Syjonu Mędrce
Wielki Paskarz – Wielki Mag
rewolucja – gdy dam znak!
lecą w przepaść kalendarze
tyle zdarzeń tyle zdarzeń
bajdy i przesądy giną
przyszło radio tempo kino
ludzkość się nad wszystkim głowi
tylko ze mną.....
nihil novi:
– ja – to burżuazja wyzysk
– ja światowy jestem kryzys
– komunista ja i bogacz
– jestem chasyd – zwalczam Boga
– wszystko zło z całego świata
– w jednym sercu mym się splata
– nadal grabię dławię po to
– by w piwnicach chować zło
– świat zdobędzie złote runo
– jeśli tylko mnie usuną
– wiecznie ja – beczka prochu
– ... na ogłuszenie motłochu
a ja?...
żyję
przykre prawda? nawet wstyd
lecz ja tak na złość
wiadomo
Żyd
Nasz Przegląd, 18. 07. 1937
(Biblioteka Narodowa, Jerozolima)
Nihil Novi
Idę swoją smutną drogą
dwa tysiące lat
a za mną w ślad
co dzień
wlecze się jak cień –
litania bezecna i zła
– że zatruwam w studniach wodę
– że sprowadzam złą pogodę
– że uroki znam na trzodę
– że kradnę z świątyń krzyże złote
– by je oplwać zmieszać z błotem
– by je sprzedać drogo potem
– krwawy haracz Bogu płacę
– krwią dziecinną mieszam macę
– i na każde swoje święta
– kradnę blade pacholęta
– by wyłupać martwe oczy
– i serdecznej krwi utoczyć...
mijają lata i lata
i zmienia się obraz świata
kultura światło postęp
a dla was to wciąż takie proste:
– że mam lochy tajemnicze
– że nocami złoto liczę
– wojny robi się na prędce
– kiedy zechcą Syjonu Mędrce
Wielki Paskarz – Wielki Mag
rewolucja – gdy dam znak!
lecą w przepaść kalendarze
tyle zdarzeń tyle zdarzeń
bajdy i przesądy giną
przyszło radio tempo kino
ludzkość się nad wszystkim głowi
tylko ze mną.....
nihil novi:
– ja – to burżuazja wyzysk
– ja światowy jestem kryzys
– komunista ja i bogacz
– jestem chasyd – zwalczam Boga
– wszystko zło z całego świata
– w jednym sercu mym się splata
– nadal grabię dławię po to
– by w piwnicach chować zło
– świat zdobędzie złote runo
– jeśli tylko mnie usuną
– wiecznie ja – beczka prochu
– ... na ogłuszenie motłochu
a ja?...
żyję
przykre prawda? nawet wstyd
lecz ja tak na złość
wiadomo
Żyd
Nasz Przegląd, 18. 07. 1937
(Biblioteka Narodowa, Jerozolima)
poniedziałek, 11 czerwca 2018
KOSZMAR WOJNY I TRUDNA LEKCJA HISTORII
Film pt. „1914-18: Triumf okrucieństwa i absurdu” to dokument ukazujący koszmar I wojny oczami francuskiego żołnierza.
Jak pisze Norman Davies w książce pt. „Europa. Rozprawa historyka z historią”, w czasie I wojny światowej „poległo ponad 10 milionów żołnierzy – przeważnie młodych, żonatych mężczyzn lub kawalerów. Nazwano ich «straconym pokoleniem». Ciężar ich służby wojskowej, ich śmierci, ich ran spadł na barki rodzin, szczególnie kobiet. Pracowały w fabrykach amunicji i w biurach oraz wykonywały wiele zajęć, które dotąd były dla nich niedostępne: były motorniczymi, dyrektorami, wydawcami gazet (…) europejskim kobietom udało się, jak nigdy dotychczas, wydostać się spod ochronnego klosza domu i rodziny. Świadectwem tej przemiany stal się szeroki ruch na rzecz emancypacji. Ale koszty społeczne i psychiczne były ogromne. Odpowiednikiem straconego pokolenia młodych mężczyzn stało się porzucone pokolenie młodych wdów i samotnych starych panien, których szansa na znalezienie życiowego partnera leżała pogrzebana w błocie okopów razem ze szczątkami mężczyzn, których niegdyś kochały”.
We wspomnianym filmie można usłyszeć takie słowa:
„Nienawiść, straszne słowo, ale nagle staje się modne (…) Wszyscy próbują nam wmówić nienawiść do wroga. Rozpoczyna się szeroko zakrojona nagonka: «Te luterańskie diabły są wyjątkowo brutalne wobec księży, których oskarżają o podżeganie do oporu». Gazety dokładają swoje, twierdzą, że Niemcy odcinają dzieciom ręce. Wraca stara historyjka jak to cywilizowany naród musi walczyć z barbarzyńcami. Ale gwałty są prawdziwe. Każdy żołnierz na myśl, że ktoś tknie jego żonę wpada w szał. Na temat propagandy żołnierze maja podzielone zdania. Obejrzałem film, który był paskudnym montażem najgorszych scen. W filmie pełno jest słów typu: «niemiecka kultura jest grubiańska i toporna. To brutale o brzydkich twarzach». Prasa jest tym zachwycona, ale słowa o niższości rasy wrogów w ustach naszego rządu sprawiają, że aż się gotuje. Po drugiej stronie zawsze są dzikusy, jakie to dla nich proste: «Niemcy mają inny zapach ciała niż my. Ich oddech i fekalia wydzielają przerażający smród. Nie panują nad tym. Niemcy śmierdzą jak skunksy».
Wojna to doskonała okazja do organizowania krucjaty przeciwko antychrystowi: «Ten drań niszczy krzyże, bombarduje kościoły i katedry, a nawet profanuje gotyckie dzieła sztuki. To na pewno robota pogan i niewiernych, których należy nienawidzić z całego serca i całej duszy». Nigdy nie zapomnę kazania arcybiskupa Londynu. Gdybym był wierzący spaliłbym się ze wstydu, ale straciłem wszelką wiarę, więc tylko splunąłem z obrzydzeniem. Właśnie taka jest wojna: łzy i plwociny. «Jesteście obrońcami cywilizacji, siłami dobra przeciwko siłą zła. Ta wojna, to prawdziwa krucjata. Zapewniam was, Niemcy nie zachowują się tak jak my. Nie myślą jak my i nie są jak my dziećmi Boga. To oni bombardują miasta, w których żyją niewinni cywile. Zasłaniają się kobietami i dziećmi. Czy tak postępują dzieci Boga? Z Bożą pomocą musicie zabijać Niemców. Dobrych i złych. Młodych i starych. Zabijcie ich wszystkich!»”.
Jak pisze Norman Davies w książce pt. „Europa. Rozprawa historyka z historią”, w czasie I wojny światowej „poległo ponad 10 milionów żołnierzy – przeważnie młodych, żonatych mężczyzn lub kawalerów. Nazwano ich «straconym pokoleniem». Ciężar ich służby wojskowej, ich śmierci, ich ran spadł na barki rodzin, szczególnie kobiet. Pracowały w fabrykach amunicji i w biurach oraz wykonywały wiele zajęć, które dotąd były dla nich niedostępne: były motorniczymi, dyrektorami, wydawcami gazet (…) europejskim kobietom udało się, jak nigdy dotychczas, wydostać się spod ochronnego klosza domu i rodziny. Świadectwem tej przemiany stal się szeroki ruch na rzecz emancypacji. Ale koszty społeczne i psychiczne były ogromne. Odpowiednikiem straconego pokolenia młodych mężczyzn stało się porzucone pokolenie młodych wdów i samotnych starych panien, których szansa na znalezienie życiowego partnera leżała pogrzebana w błocie okopów razem ze szczątkami mężczyzn, których niegdyś kochały”.
We wspomnianym filmie można usłyszeć takie słowa:
„Nienawiść, straszne słowo, ale nagle staje się modne (…) Wszyscy próbują nam wmówić nienawiść do wroga. Rozpoczyna się szeroko zakrojona nagonka: «Te luterańskie diabły są wyjątkowo brutalne wobec księży, których oskarżają o podżeganie do oporu». Gazety dokładają swoje, twierdzą, że Niemcy odcinają dzieciom ręce. Wraca stara historyjka jak to cywilizowany naród musi walczyć z barbarzyńcami. Ale gwałty są prawdziwe. Każdy żołnierz na myśl, że ktoś tknie jego żonę wpada w szał. Na temat propagandy żołnierze maja podzielone zdania. Obejrzałem film, który był paskudnym montażem najgorszych scen. W filmie pełno jest słów typu: «niemiecka kultura jest grubiańska i toporna. To brutale o brzydkich twarzach». Prasa jest tym zachwycona, ale słowa o niższości rasy wrogów w ustach naszego rządu sprawiają, że aż się gotuje. Po drugiej stronie zawsze są dzikusy, jakie to dla nich proste: «Niemcy mają inny zapach ciała niż my. Ich oddech i fekalia wydzielają przerażający smród. Nie panują nad tym. Niemcy śmierdzą jak skunksy».
Wojna to doskonała okazja do organizowania krucjaty przeciwko antychrystowi: «Ten drań niszczy krzyże, bombarduje kościoły i katedry, a nawet profanuje gotyckie dzieła sztuki. To na pewno robota pogan i niewiernych, których należy nienawidzić z całego serca i całej duszy». Nigdy nie zapomnę kazania arcybiskupa Londynu. Gdybym był wierzący spaliłbym się ze wstydu, ale straciłem wszelką wiarę, więc tylko splunąłem z obrzydzeniem. Właśnie taka jest wojna: łzy i plwociny. «Jesteście obrońcami cywilizacji, siłami dobra przeciwko siłą zła. Ta wojna, to prawdziwa krucjata. Zapewniam was, Niemcy nie zachowują się tak jak my. Nie myślą jak my i nie są jak my dziećmi Boga. To oni bombardują miasta, w których żyją niewinni cywile. Zasłaniają się kobietami i dziećmi. Czy tak postępują dzieci Boga? Z Bożą pomocą musicie zabijać Niemców. Dobrych i złych. Młodych i starych. Zabijcie ich wszystkich!»”.
wtorek, 5 czerwca 2018
Subskrybuj:
Posty (Atom)












