„Człowiek naszych czasów traci zdolność świętowania. Zamiast świętować, poszukuje rozbawienia lub rozweselenia. Świętowanie jest stanem aktywnym, aktem wyrażania szacunku czy wdzięczności. Być rozweselonym jest biernym stanem – to uzyskać przyjemność, którą sprawia nam rozweselający czyn czy spektakl. Rozrywka jest oderwaniem od codzienności, odwróceniem uwagi od zajęć codziennego życia. Świętowanie to konfrontacja, zwracająca uwagę na transcendentny sens ludzkich działań.
(…)
Świętować to partycypować w większej radości, uczestniczyć w wiecznym dramacie. W aktach konsumpcji intencją jest zadowolić nasze jaźnie; w aktach świętowania intencją jest wychwalać Boga – źródło błogosławieństwa.
Do czego służy wiedza? Mamy utrwalony odruch, by wierzyć, że wiedza służy do eksploatacji świata. Zapomnieliśmy, że wiedza służy również uwielbianiu Boga”.
Abraham Joshua Heschel (1907-1972), urodzony w Warszawie filozof religii, rabin i naukowiec, filozof i pisarz, mówca i poeta, nauczyciel i działacz społeczny.
Blog o przyrodniczych (i nie tylko) inicjatywach podejmowanych w szkole oraz różnych innych sprawach ważnych i wartych uwagi z mojego punktu widzenia.
niedziela, 26 maja 2019
sobota, 25 maja 2019
BYLIŚMY RAZEM, CZYLI POLACY I ŻYDZI W GOSTYNINIE
![]() |
| Zdjęcie: Grzesiek Mart |
Po blisko trzech latach od inauguracji projektu „Wielokulturowy Gostynin” (www.wielokulturowygostynin.pl), w którym centralne miejsce przypadło upamiętnieniu żydowskiej historii mojego miasta, spotkaliśmy się w sercu Gostynina, przy tablicy „Sztetl. Żydzi gostynińscy”. Staliśmy obok siebie. My Polacy i oni – Żydzi. Miałem wrażenie, że ten podział na „my i oni” przestał mieć wtedy znaczenie. Byliśmy po prostu „my”. Razem. Blisko. Ramię w ramię. Połączył nas szacunek dla wydarzeń będących bolesnym doświadczeniem zarówno dla Polaków, jak i Żydów. Nasi żydowscy sąsiedzi zostali, w latach II wojny światowej, w brutalny sposób wyrwani z gostynińskiej ziemi. Kiedy myślę o tamtych wydarzeniach staram się zrozumieć ból, jaki przez lata towarzyszył potomkom naszych żydowskich sąsiadów. Myślę też, że do bólu spowodowanego zagładą kilku tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci, których jedyną „zbrodnią” była ich żydowska tożsamość, doszedł ból wynikający z zapomnienia o ofiarach nazistowskiej nienawiści. Ból wynikający z tego, że przez wiele lat w gostynińskiej pamięci nie było miejsca dla Żydów. Wszak ślady żydowskiej przeszłości, zarówno te materialne, jak i te niematerialne, należące do tzw. kultury duchowej, zostały zatarte na tyle, że można było odnieść wrażenie, iż Żydów w Gostyninie nigdy nie było. Wyrażam nadzieję, że nasze spotkanie było ważnym krokiem ku uleczeniu.
20 maja w Gostyninie połączyła nas – Polaków i Żydów – pamięć o dramacie Holokaustu. Jednak tym co, jak wierzę, może scalić nas jeszcze mocniej jest nadzieja. Nadzieja, że przyszłe dni będą naznaczone życiem, błogosławieństwem i dobrem. Jako chrześcijanin wierzę w moc błogosławieństwa. Wierzę, że życie triumfuje nad śmiercią, uzdrowienie bierze górę nad chorobą, światło przezwycięża ciemność, a miłość pokonuje nienawiść.
Być może nie wszystkim towarzyszyły emocje, które stały się moim udziałem i którym daję wyraz w tym tekście. Gostyniński Marsz Pamięci był dla mnie wołaniem o błogosławieństwo dla gostynińskiej ziemi, która została naznaczona przekleństwem zbrodni Holokaustu. Obok modlitwy Kadisz, którą recytowali obecni na gostynińskim Rynku Żydzi, miałem przywilej przywołać tekst Psalmu 67, będącego modlitwą o szczęśliwe życie:
„Niech Bóg okaże nam miłosierdzie
I niech nas darzy szczęściem,
Niech rozjaśni nad nami swoją twarz!
Niech w ten sposób ziemia pozna Twoją drogę,
A wszystkie narody — Twoje zbawienie.
(…)
Niech Cię wysławiają ludy, o Boże;
Niech Cię wysławiają wszystkie ludy!
Ziemia wydała swój plon — Bóg, nasz Bóg, czyni nas szczęśliwymi.
O, niech On nam błogosławi
I niech lęk przed Nim odczuwają wszystkie krańce ziemi!”.
Pragnę podziękować tym wszystkim, którzy uczynili dzień 20 maja 2019 roku szczególnym. Dziękuję wizytującym Gostynin potomkom gostynińskich i gąbińskich Żydów, wśród których byli: Jessie, Ken, Susan, Blanche, Elie, Dan, Elianna, Michal, Ariella, Leon, Marlene, Robin, Edee, Bernard, Michael, Neta, Noam, Moshe, Hannah, Rachel, Gabriela, Ruthy i Izhak. Szczególnie dziękuję prof. Leonowi Zamościowi za zorganizowanie przyjazdu tak licznej grupy do Polski.
Zdjęcia poniżej wykonał Grzesiek Mart
wtorek, 19 marca 2019
IDAI
Cyklon tropikalny Idai spustoszył półmilionowe miasto Beira w Mozambiku. Mozambicki Instytut ds. Katastrof Żywiołowych szacuje, że w regionie Beiry bez dachu nad głową pozostaje ponad 10 tysięcy osób. Żywioł całkowicie zniszczył blisko 900 domów.
Gwałtowna pogoda dała się we znaki także sąsiednim krajom: Zimbabwe i Malawi. Potężne ulewy i porywy wiatru o prędkości 170 kilometrów na godzinę dokonały zniszczeń w infrastrukturze i spowodowały ofiary w ludziach. Na obszarach dotkniętych cyklonem rząd Zimbabwe ogłosił stan klęski żywiołowej. Władze Zimbabwe w ostatnich dniach informowały o 89 zabitych. Wciąż trwa szacowanie strat i ofiar.
Cyklon tropikalny to głęboki niż baryczny, który rozwija się nad ciepłymi wodami w szerokościach międzyzwrotnikowych i przynosi wiatry o wyjątkowej sile oraz ulewne deszcze.
poniedziałek, 18 marca 2019
NAUKA I BIBLIA
Poniżej zamieszczam treść artykułu z Rzeczpospolitej autorstwa Krzysztofa Kowalskiego (absolwenta Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego, dziennikarza, publicysty, archeologa, autora książek popularnonaukowych).
Link do oryginału: https://www.rp.pl
Tall el-Hammam było około 4 tysięcy lat temu miastem-państwem w pełnym rozkwicie. Cywilizacja rozwijała się tam przez 2500 lat. Miasto stanowiło centrum administracyjne i kulturowe. Chronił je mur, którego grubość dochodziła miejscami do 30 metrów, a wysokość do 15 metrów. Fortyfikacja miała w sumie 2500 metrów długości. W murze znajdowało się wiele bram, były w niego wkomponowane baszty i inne architektoniczne elementy służące obronie.
Apokaliptyczny obraz, jaki nakreślili archeolodzy na podstawie badań, zgadza się z biblijnym opisem zagłady Sodomy: „Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana z nieba. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność" (Księga Rodzaju, 19: 24-25, cytat za Biblią Tysiąclecia).
Archeolodzy zastanawiali się również, czy trzęsienie ziemi mogło być powodem destrukcyjnych erupcji petrochemicznych. Chodziło o wyjaśnienie, skąd pochodzi gruba warstwa popiołu w Tall el-Hammam.
W ruinach miasta odkryto za to ułamek ceramiki, którego jeden brzeg się zeszklił – taką zmianę struktury materiału mogła spowodować tylko ekstremalnie wysoka temperatura. Analiza ujawniła obecność kryształów cyrkonu wewnątrz pęcherzyka w szkle – mógł się on uformować jedynie w temperaturze powyżej 4000 st. C. W dodatku warstwa stopionej gliny, która przekształciła się w szkło, ma grubość tylko milimetra. Wskazuje to, że wysoka temperatura oddziaływała na ten fragment ceramiki bardzo krótko. Szacuje się, że mogło to być nawet 8–12 tys. st. C w ciągu zaledwie kilku milisekund. Potwierdza to hipotezę o eksplozji w powietrzu.
Co mogło wywołać ekstremalnie gorącą falę powietrza trwającą kilka sekund? Zdaniem archeologów odpowiedź znajduje się w ziemi. Poddali oni analizie próbki pobrane w ruinach miasta. Okazało się, że poziom soli i siarczanów przekracza normę charakterystyczną dla tego rejonu – jest wyższy o 6 proc. w warstwie popiołu i wyższy o 5 proc. w próbkach pobranych tuż powyżej warstwy popiołu. Źródłem tego zanieczyszczenia było Morze Martwe, które wystąpiło z brzegów i zalało okolicę.
Fala uderzeniowa i fala cieplna zniszczyły miasto i okolice, osadziły również warstwę soli i związków siarki na glebie, niszcząc ją na setki lat. Wzrost poziomu soli w glebie tylko o 1,2 proc. uniemożliwia kiełkowanie pszenicy, o 1,7 proc. – jęczmienia.
Badacze doszli do wniosku, że eksplozja sprzed 3700 lat była potężna, odpowiadała sile wybuchu 10-megatonowej głowicy nuklearnej. Nastąpiła na wysokości około jednego kilometra nad powierzchnią północno-wschodniej części Morza Martwego.
Biblia szczególnie akcentuje obecność siarki w Sodomie, co potwierdza się w podniesionym poziomie soli i związków siarki w glebie, które zniszczyły wegetację.
Link do oryginału: https://www.rp.pl
Sodoma: śmierć nadeszła z nieba
Potężna eksplozja meteorytu w atmosferze prawie 4 tysiące lat temu unicestwiła życie w pobliżu Morza Martwego. Śmierć poniosło kilkadziesiąt tysięcy osób, a najbardziej dotknięta strefa znajdowała się w rejonie dzisiejszego pogranicza Izraela i Jordanii. Większość znalezisk potwierdzających tę katastrofę pochodzi z wykopalisk na stanowisku z epoki brązu Tall el-Hammam. Niektórzy badacze przypuszczają, że należy je utożsamiać z biblijną Sodomą.Mury wokół miasta
Wykopaliska, które dostarczyły informacji świadczących o potężnej eksplozji sprzed 3700 lat, są prowadzone w tym miejscu od 13 lat. Wyniki badań przedstawił prof. Phillip Silvia z Trinity Southwest University w Albuquerque podczas konferencji organizowanej przez American Schools of Oriental Research. Zostały one także udostępnione w artykule w „News Network Archaeology".Tall el-Hammam było około 4 tysięcy lat temu miastem-państwem w pełnym rozkwicie. Cywilizacja rozwijała się tam przez 2500 lat. Miasto stanowiło centrum administracyjne i kulturowe. Chronił je mur, którego grubość dochodziła miejscami do 30 metrów, a wysokość do 15 metrów. Fortyfikacja miała w sumie 2500 metrów długości. W murze znajdowało się wiele bram, były w niego wkomponowane baszty i inne architektoniczne elementy służące obronie.
Gorący podmuch z kosmosu
Autorzy artykułu w „News Network Archaeology" Phillip Silvia i Steven Collins podają, że zniszczenia w murze wskazują, iż powstały pod wpływem powietrznej fali uderzeniowej wywołanej eksplozją obiektu nadlatującego z kosmosu. Fala uderzeniowa była nie tylko potężna, ale także gorąca – zniszczyła wszystkie uprawy w regionie, wypaliła wszystko do gołej ziemi na obszarze około 500 kilometrów kwadratowych. Przez następnych 700 lat region pozostawał niezamieszkany.Apokaliptyczny obraz, jaki nakreślili archeolodzy na podstawie badań, zgadza się z biblijnym opisem zagłady Sodomy: „Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana z nieba. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność" (Księga Rodzaju, 19: 24-25, cytat za Biblią Tysiąclecia).
Raczej nie trzęsienie
Przed ogłoszeniem wyników badań Silvii i Collinsa większość archeologów i biblistów skłaniała się ku hipotezie o trzęsieniu ziemi, które zniszczyło ten region. Przeczy jej jednak analiza uszkodzeń muru i budynków, typowych dla fali uderzeniowej. Nie wiadomo na przykład, dlaczego na miejscu wykopalisk nie znaleziono luźnych cegieł, które poodpadały ze ścian i zostały porozrzucane luzem, co jest typowe dla zniszczeń powodowanych wstrząsami sejsmicznymi.Archeolodzy zastanawiali się również, czy trzęsienie ziemi mogło być powodem destrukcyjnych erupcji petrochemicznych. Chodziło o wyjaśnienie, skąd pochodzi gruba warstwa popiołu w Tall el-Hammam.
W ruinach miasta odkryto za to ułamek ceramiki, którego jeden brzeg się zeszklił – taką zmianę struktury materiału mogła spowodować tylko ekstremalnie wysoka temperatura. Analiza ujawniła obecność kryształów cyrkonu wewnątrz pęcherzyka w szkle – mógł się on uformować jedynie w temperaturze powyżej 4000 st. C. W dodatku warstwa stopionej gliny, która przekształciła się w szkło, ma grubość tylko milimetra. Wskazuje to, że wysoka temperatura oddziaływała na ten fragment ceramiki bardzo krótko. Szacuje się, że mogło to być nawet 8–12 tys. st. C w ciągu zaledwie kilku milisekund. Potwierdza to hipotezę o eksplozji w powietrzu.
Śmiercionośna sól
W Tall el-Hammam znaleziono też „stopioną skałę" o wadze 600 gramów. To bryła złożona z trzech różnych rodzajów kamienia, połączonych i zeszklonych w ekstremalnej temperaturze. W tym znalezisku również występują kryształy cyrkonu. Ten okruch przez kilka sekund wystawiony był na działanie temperatury nawet 12 tys. st. C.Co mogło wywołać ekstremalnie gorącą falę powietrza trwającą kilka sekund? Zdaniem archeologów odpowiedź znajduje się w ziemi. Poddali oni analizie próbki pobrane w ruinach miasta. Okazało się, że poziom soli i siarczanów przekracza normę charakterystyczną dla tego rejonu – jest wyższy o 6 proc. w warstwie popiołu i wyższy o 5 proc. w próbkach pobranych tuż powyżej warstwy popiołu. Źródłem tego zanieczyszczenia było Morze Martwe, które wystąpiło z brzegów i zalało okolicę.
Fala uderzeniowa i fala cieplna zniszczyły miasto i okolice, osadziły również warstwę soli i związków siarki na glebie, niszcząc ją na setki lat. Wzrost poziomu soli w glebie tylko o 1,2 proc. uniemożliwia kiełkowanie pszenicy, o 1,7 proc. – jęczmienia.
Ziemia jałowa na długie stulecia
Skutki eksplozji w atmosferze obiektów kosmicznych – na przykład meteorytów tunguskiego czy czelabińskiego – mają tę samą charakterystykę jak w przypadku Tall el-Hammam: podniesiony poziom platyny, kulistych kryształów (sferule) magnetycznych i ciał żużlowatych.Badacze doszli do wniosku, że eksplozja sprzed 3700 lat była potężna, odpowiadała sile wybuchu 10-megatonowej głowicy nuklearnej. Nastąpiła na wysokości około jednego kilometra nad powierzchnią północno-wschodniej części Morza Martwego.
Biblia szczególnie akcentuje obecność siarki w Sodomie, co potwierdza się w podniesionym poziomie soli i związków siarki w glebie, które zniszczyły wegetację.
piątek, 1 marca 2019
TAK DLA EDUKACJI SEKSUALNEJ!
W ostatnich dniach było nieco „szumu” wokół podpisanej przez Prezydenta Rafała Trzaskowskiego Warszawskiej Deklaracji LGBT+. W deklaracji można przeczytać, że edukacja seksualna w stolicy ma być „zgodna ze standardami WHO” (Światowej Organizacji Zdrowia). Głośno zrobiło się po wpisie internetowym Barbary Nowak, małopolskiej kurator oświaty, która zarzuciła Rafałowi Trzaskowskiemu „propagowanie pedofilii”. Z kolei na wpis Pani kurator zareagował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który złożył do Ministerstwa Edukacji wniosek o jej odwołanie.
Z ciekawości zapoznałem się z dokumentem: „Standardy edukacji seksualnej w Europie” opracowanym przez Biuro Regionalne Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy i Federalne Biuro ds. Edukacji Zdrowotnej (BZgA). Można w nim znaleźć kilka ciekawych myśli (zaleceń), jak takich, które dotyczą ochrony przed molestowaniem seksualnym, ale zawarte są tam też sformułowania, które mogą budzić niepokój. Zaliczam do nich zapisy dotyczące umiejętności, jakie powinny nabyć dzieci i młodzież z grupy wiekowej 12-15 lat. Dostrzegam tam treści wspierające tzw. bezpieczny i akceptowalny seks w tej grupy wiekowej. A zalecenia dla osób w wieku 15 lat i więcej zdają się już otwarcie akceptować podejmowaną przez nastolatków aktywność seksualną.
Czy seks powinien być tematem tabu? Zdecydowanie nie! Czy seksty jest zły? Oczywiście, że nie! Czy wiedza o seksie jest potrzeba? Zdecydowanie tak! W czym zatem dostrzegam problem?
Moje poglądy mogą być dla wielu „nieznośnie” konserwatywne, ale sądzę, że piękno relacji seksualnej zarezerwowane jest dla małżeństwa, rozumianego jako związek mężczyzny i kobiety. Uważam również, że na zdobycie wiedzy o seksie jest naprawdę wystarczająco dużo czasu w małżeństwie, w którym bardzo ważną rolę odgrywa intymne oddanie współmałżonków i nie tylko takie, które służy prokreacji. Seksem można i powinno się cieszyć! Ale w małżeństwie.
Odkrywanie intymnej bliskości zaliczam do niezwykłych dobrodziejstw małżeńskiego życia. A moim pragnieniem jest, aby nasze pokolenie dzieci i młodzieży uczyło się czekać na inicjację seksualną do czasu, kiedy istota relacji pomiędzy mężczyzną a kobietą wyrażać się będzie we wzajemnym zobowiązaniu do odpowiedzialności na całe życie.
Problem braku wychowania seksualnego dotyczy w znacznej mierze nas, ludzi dorosłych. Sądzę, że szczególnie mężczyzn. Wielokrotnie zdarzało mi się słyszeć „męskie” rozmowy na temat seksu, w których kobieta została sprowadzona do roli jakiegoś przedmiotu używanego wedle schematu: „wykorzystaj, ciesz się z przyjemności i odłóż na później”. Czy nie potrzebujemy pouczenia odnośnie różnic w czerpaniu przyjemności z seksu pomiędzy kobietą a mężczyzną? Czyż nie jest potrzebne abyśmy, jako mężczyźni, uczyli się szacunku wobec kobiet? Czy nie potrzebujemy edukacji seksualnej wspierającej wierność małżeńską? Czy nie potrzebujemy uczyć się o zgubnych skutkach pornografii? Czy nie potrzebujemy uczyć się, że prostytucja odziera kobietę z godności i uprzedmiotawia ją?
Tak, jest wiele potrzeb w dziedzinie edukacji seksualnej. I zdecydowanie jestem za taką edukacją, aby seks miał właściwą dla siebie ekspresję w małżeństwie. Jako mężczyzna dedykuję sobie i innym, warte rozważenia, słowa z piosenki Tomasza Żółtko pt. „Z Gruntu Męski Blues”:
Bo Bóg dał nam seks
byś miał kobietę jedną
Bóg dał nam seks
żebyś ją tulił czule
Bóg dał nam seks
byś kochał swoją żonę
Bóg dał nam seks
byś cieszył się jej ciałem
Bóg dał nam seks
Wiec nie bądź bracie głupkiem
W zdradzie szczęścia brak / i nie łajdacz się
Poważnie traktuję treść słów tej piosenki i uznaję je za ważny element, jakże potrzebnej, edukacji seksualnej.
Z ciekawości zapoznałem się z dokumentem: „Standardy edukacji seksualnej w Europie” opracowanym przez Biuro Regionalne Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy i Federalne Biuro ds. Edukacji Zdrowotnej (BZgA). Można w nim znaleźć kilka ciekawych myśli (zaleceń), jak takich, które dotyczą ochrony przed molestowaniem seksualnym, ale zawarte są tam też sformułowania, które mogą budzić niepokój. Zaliczam do nich zapisy dotyczące umiejętności, jakie powinny nabyć dzieci i młodzież z grupy wiekowej 12-15 lat. Dostrzegam tam treści wspierające tzw. bezpieczny i akceptowalny seks w tej grupy wiekowej. A zalecenia dla osób w wieku 15 lat i więcej zdają się już otwarcie akceptować podejmowaną przez nastolatków aktywność seksualną.
Czy seks powinien być tematem tabu? Zdecydowanie nie! Czy seksty jest zły? Oczywiście, że nie! Czy wiedza o seksie jest potrzeba? Zdecydowanie tak! W czym zatem dostrzegam problem?
Moje poglądy mogą być dla wielu „nieznośnie” konserwatywne, ale sądzę, że piękno relacji seksualnej zarezerwowane jest dla małżeństwa, rozumianego jako związek mężczyzny i kobiety. Uważam również, że na zdobycie wiedzy o seksie jest naprawdę wystarczająco dużo czasu w małżeństwie, w którym bardzo ważną rolę odgrywa intymne oddanie współmałżonków i nie tylko takie, które służy prokreacji. Seksem można i powinno się cieszyć! Ale w małżeństwie.
Odkrywanie intymnej bliskości zaliczam do niezwykłych dobrodziejstw małżeńskiego życia. A moim pragnieniem jest, aby nasze pokolenie dzieci i młodzieży uczyło się czekać na inicjację seksualną do czasu, kiedy istota relacji pomiędzy mężczyzną a kobietą wyrażać się będzie we wzajemnym zobowiązaniu do odpowiedzialności na całe życie.
Problem braku wychowania seksualnego dotyczy w znacznej mierze nas, ludzi dorosłych. Sądzę, że szczególnie mężczyzn. Wielokrotnie zdarzało mi się słyszeć „męskie” rozmowy na temat seksu, w których kobieta została sprowadzona do roli jakiegoś przedmiotu używanego wedle schematu: „wykorzystaj, ciesz się z przyjemności i odłóż na później”. Czy nie potrzebujemy pouczenia odnośnie różnic w czerpaniu przyjemności z seksu pomiędzy kobietą a mężczyzną? Czyż nie jest potrzebne abyśmy, jako mężczyźni, uczyli się szacunku wobec kobiet? Czy nie potrzebujemy edukacji seksualnej wspierającej wierność małżeńską? Czy nie potrzebujemy uczyć się o zgubnych skutkach pornografii? Czy nie potrzebujemy uczyć się, że prostytucja odziera kobietę z godności i uprzedmiotawia ją?
Tak, jest wiele potrzeb w dziedzinie edukacji seksualnej. I zdecydowanie jestem za taką edukacją, aby seks miał właściwą dla siebie ekspresję w małżeństwie. Jako mężczyzna dedykuję sobie i innym, warte rozważenia, słowa z piosenki Tomasza Żółtko pt. „Z Gruntu Męski Blues”:
Bo Bóg dał nam seks
byś miał kobietę jedną
Bóg dał nam seks
żebyś ją tulił czule
Bóg dał nam seks
byś kochał swoją żonę
Bóg dał nam seks
byś cieszył się jej ciałem
Bóg dał nam seks
Wiec nie bądź bracie głupkiem
W zdradzie szczęścia brak / i nie łajdacz się
Poważnie traktuję treść słów tej piosenki i uznaję je za ważny element, jakże potrzebnej, edukacji seksualnej.
poniedziałek, 25 lutego 2019
BOHATEROWIE, DONOSICIELE I OPRAWCY
![]() |
| Pani Julianna Postek (siedzi z przodu) |
Donosiciele
Oprawcy
„(Niemcy) przyjechali po południu… Jak się napili to przyjechali i mamusię okropnie zbili kijami. Ręce połamali i nogi połamali… Mordowała się ze dwanaście godzin. Nie było wiadomo czy to jest człowiek… tylko taka kula… A ludzie jak się śmieli… A ludzie (z wioski) jak krzyczeli, że dobrze zrobili zabijając mamusię…”.
Tak wspomina dramatyczne wydarzenia z czasów II wojny światowej Pani Cecylia Borkowska, córka Państwa Postków, którzy ukrywali w piwnicy na ziemniaki Żydów – uciekinierów z getta stoczkowskiego, getta warszawskiego i z Treblinki. Łącznie 17 osób. Całej wypowiedzi Pani Cecylii można wysłuchać pod linkiem:
Julianna i Stanisław Postek mieszkali przed wojną w Stoczku Węgrowskim (ok. 80 km na północny-wschód od Warszawy). Mieli dziesięcioro dzieci. W Stoczku w latach 20. XX wieku mieszkało ponad 1200 Żydów, stanowiących blisko 75% mieszkańców. W czasie okupacji hitlerowskiej w utworzonym w Stoczku getcie przebywało ok. 2000 Żydów. Likwidacja getta miała miejsce we wrześniu 1942 roku. Około 200 Żydów zamordowano w Stoczku, pozostałych wywieziono na zagładę do Treblinki.
Rodzina Postków ukrywała w piwnicy na ziemniaki Żydów – uciekinierów z getta stoczkowskiego, getta warszawskiego i z obozu zagłady w Treblince. Łącznie ukrywało się u Postków 17 Żydów, wśród nich był pan Hajkiel i rodzina Majorków (dwaj bracia z siostrą i jej dzieckiem). Stanisław Postek zrobił dla nich schron za domem. Wskutek donosu, we wrześniu 1943 roku, żandarmeria niemiecka otoczyła gospodarstwo Postków. Wyciągnięci z kryjówek Żydzi zostali rozstrzelani na miejscu i w pobliskim lesie. Juliannę Postek zamordowano przy pomocy kijów gdy odkryto, że wypiekała chleb Żydom. Jej męża Stanisława wywieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie zginął. Dwaj zabrani synowie: Henryk i Wacław zginęli z rąk Niemców w nieznanych bliżej okolicznościach.
Źródło: https://sprawiedliwi.org.pl/pl/historie-pomocy/historia-pomocy-rodzina-postkow
sobota, 23 lutego 2019
ROKICIE. MURZYNOWSKI I NOWY TESTAMENT
Na Ziemi Dobrzyńskiej leży miejscowość Rokicie, a w niej znajduje się ceglany kościół – maleńka XIII-wieczna romańska budowla. Na placu rokickiego kościoła parafialnego stoi, odsłonięty w styczniu 2018 roku, pomnik pierwszego, dokonanego z języka greckiego, przekładu Nowego Testamentu na język polski. Autorem tego tłumaczenia był wybitny przedstawiciel polskiej XVI-wiecznej Reformacji – Stanisław Murzynowski (1526 lub 1528-1553).
Projekt pomnika i jego wykonanie to dzieło prof. Karola Badyny z Pracowni Rzeźby w Krakowie. Przedstawia on postument, na którym leży otwarta księga Nowego Testamentu. Na jednym z boków postumentu umieszczono oryginalny zapis tłumaczenia Ośmiu Błogosławieństw.
Inicjatorem powstania pomnika był ks. Marek Podsiadlik, proboszcz parafii pw. św. Małgorzaty w Rokiciu, z której rodzinnie wywodził się Stanisław Murzynowski.
Stanisław Murzynowski vel Suszycki herbu Ogończyk z naukami reformacyjnymi zetknął się podczas studiów na uniwersytecie w Wittenberdze (prawdopodobnie osobiście poznał Marcina Lutra i Filipa Melanchtona). Sympatia dla poglądów Lutra przysporzyła mu kłopotów w rodzinnych stronach. Sprawą jego odstępstwa od wyznania rzymskokatolickiego zajmowano się w maju i we wrześniu 1550 roku na posiedzeniach kapituły płockiej. Murzynowski osiadł w Królewcu, gdzie, mając 21 lat, przy poparciu księcia Albrechta Hohenzollerna, rozpoczął tłumaczenie Nowego Testamentu. Cały tekst Nowego Testamentu w przekładzie Murzynowskiego ukazał się w 1553 roku – było to pierwsze tłumaczenie tekstu biblijnego na język polski z greki. Wcześniej (1551) ukazały się drukiem cztery Ewangelie – które dedykowano królowi Zygmuntowi Augustowi. Równolegle z tłumaczeniem tekstów nowotestamentowych Murzynowski prowadził badania nad ortografią polską, zakończone wydaniem opracowania pod tytułem „Ortografija polska”.
Imię Stanisława Murzynowskiego nosi Muzeum Etnograficzne w Murzynowie, założone w latach 70. XX wieku przez profesora Jacka Olędzkiego (1933–2004).
Projekt pomnika i jego wykonanie to dzieło prof. Karola Badyny z Pracowni Rzeźby w Krakowie. Przedstawia on postument, na którym leży otwarta księga Nowego Testamentu. Na jednym z boków postumentu umieszczono oryginalny zapis tłumaczenia Ośmiu Błogosławieństw.
Inicjatorem powstania pomnika był ks. Marek Podsiadlik, proboszcz parafii pw. św. Małgorzaty w Rokiciu, z której rodzinnie wywodził się Stanisław Murzynowski.
Stanisław Murzynowski vel Suszycki herbu Ogończyk z naukami reformacyjnymi zetknął się podczas studiów na uniwersytecie w Wittenberdze (prawdopodobnie osobiście poznał Marcina Lutra i Filipa Melanchtona). Sympatia dla poglądów Lutra przysporzyła mu kłopotów w rodzinnych stronach. Sprawą jego odstępstwa od wyznania rzymskokatolickiego zajmowano się w maju i we wrześniu 1550 roku na posiedzeniach kapituły płockiej. Murzynowski osiadł w Królewcu, gdzie, mając 21 lat, przy poparciu księcia Albrechta Hohenzollerna, rozpoczął tłumaczenie Nowego Testamentu. Cały tekst Nowego Testamentu w przekładzie Murzynowskiego ukazał się w 1553 roku – było to pierwsze tłumaczenie tekstu biblijnego na język polski z greki. Wcześniej (1551) ukazały się drukiem cztery Ewangelie – które dedykowano królowi Zygmuntowi Augustowi. Równolegle z tłumaczeniem tekstów nowotestamentowych Murzynowski prowadził badania nad ortografią polską, zakończone wydaniem opracowania pod tytułem „Ortografija polska”.
Imię Stanisława Murzynowskiego nosi Muzeum Etnograficzne w Murzynowie, założone w latach 70. XX wieku przez profesora Jacka Olędzkiego (1933–2004).
piątek, 15 lutego 2019
DECYZJE I POSTAWY, KTÓRE TRUDNO ZROZUMIEĆ
Amira Abase, Shamima Begum i Kadiza Sultana – trzy licealistki (nastolatki) wychowane w Londynie uciekły z Wielkiej Brytanii w 2015 roku, aby stać się częścią tzw. Państwa Islamskiego i żyć pod prawem szarijatu.
Shamima została żoną dżihadysty. Dwójka jej dzieci zmarła wskutek chorób i niedożywienia. Obecnie, dziewiętnastoletnia Shamima, jest w trzeciej ciąży i chce, dla dobra dziecka, wrócić do Wielkiej Brytanii. Twierdzi, że nie żałuje swoich decyzji sprzed kilku lat. Na pytanie dziennikarza czy widziała egzekucje wyznaje: „Nie, ale widziałam odcięte głowy w śmietnikach (…) w ogóle mnie to nie poruszyło”.
Jak to możliwe, że okrucieństwo nie porusza sumienia?
Nie tylko Shamima...
Szacuje się, że z Europy wyjechało ponad 7000 osób, aby zasilić szeregi ISIS. Najwięcej Europejczyków, którzy udali się do Iraku i Syrii wywodziło się z Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii.
Według badania przeprowadzonego wśród muzułmanów w 2016 roku ISIS cieszyło się większym poparciem w Europie niż na Bliskim Wschodzie. Pozytywnie na temat tzw. Państwa Islamskiego wypowiadało się aż 7% ankietowanych Brytyjczyków i 16% obywateli Francji. Ten odsetek poparcia dla ISIS był szczególnie wysoki wśród osób pomiędzy 18. a 24. rokiem życia.
Wśród bojowników „Państwa Islamskiego” było też kilkadziesiąt (około 40.) osób z Polski. Najgłośniej było w mediach o Jacku S., który w czerwcu 2015 roku dokonał zamachu samobójczego (wjechał samochodem wypełnionym ładunkami wybuchowymi w budynki rafinerii) w irackim Bajdżi oraz 24-letnim Jakubie Jakusie z Sandomierza, zwanym Abu Khattab al-Polandi (zginął podczas walk w Syrii w 2017 roku). Media informowały też o, mieszkającym w Niemczech, polskim rodzeństwie Karolinie i Maksymilianie R., którzy doświadczyli fascynacji islamem. Karolina została pierwszą polską konwertytką na islam skazaną za terroryzm. W 2011 roku stwierdziła, że „odnalazła prawdziwego Boga”. Bez zgody rodziców wzięła muzułmański ślub z salafitą (przedstawicielem jednego z nurtów islamu sannickiego) Faridem z którym, w 2012 roku, wyjechała do Syrii.
Dlaczego islam, w jego najbardziej agresywnej postaci, zdobył serca tak wielu młodych ludzi?
Czy zamiast „radykalnie nienawidzącym” nie lepiej być „radykalnie kochającym”?
Shamima została żoną dżihadysty. Dwójka jej dzieci zmarła wskutek chorób i niedożywienia. Obecnie, dziewiętnastoletnia Shamima, jest w trzeciej ciąży i chce, dla dobra dziecka, wrócić do Wielkiej Brytanii. Twierdzi, że nie żałuje swoich decyzji sprzed kilku lat. Na pytanie dziennikarza czy widziała egzekucje wyznaje: „Nie, ale widziałam odcięte głowy w śmietnikach (…) w ogóle mnie to nie poruszyło”.
Jak to możliwe, że okrucieństwo nie porusza sumienia?
Nie tylko Shamima...
Szacuje się, że z Europy wyjechało ponad 7000 osób, aby zasilić szeregi ISIS. Najwięcej Europejczyków, którzy udali się do Iraku i Syrii wywodziło się z Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii.
Według badania przeprowadzonego wśród muzułmanów w 2016 roku ISIS cieszyło się większym poparciem w Europie niż na Bliskim Wschodzie. Pozytywnie na temat tzw. Państwa Islamskiego wypowiadało się aż 7% ankietowanych Brytyjczyków i 16% obywateli Francji. Ten odsetek poparcia dla ISIS był szczególnie wysoki wśród osób pomiędzy 18. a 24. rokiem życia.
Wśród bojowników „Państwa Islamskiego” było też kilkadziesiąt (około 40.) osób z Polski. Najgłośniej było w mediach o Jacku S., który w czerwcu 2015 roku dokonał zamachu samobójczego (wjechał samochodem wypełnionym ładunkami wybuchowymi w budynki rafinerii) w irackim Bajdżi oraz 24-letnim Jakubie Jakusie z Sandomierza, zwanym Abu Khattab al-Polandi (zginął podczas walk w Syrii w 2017 roku). Media informowały też o, mieszkającym w Niemczech, polskim rodzeństwie Karolinie i Maksymilianie R., którzy doświadczyli fascynacji islamem. Karolina została pierwszą polską konwertytką na islam skazaną za terroryzm. W 2011 roku stwierdziła, że „odnalazła prawdziwego Boga”. Bez zgody rodziców wzięła muzułmański ślub z salafitą (przedstawicielem jednego z nurtów islamu sannickiego) Faridem z którym, w 2012 roku, wyjechała do Syrii.
Dlaczego islam, w jego najbardziej agresywnej postaci, zdobył serca tak wielu młodych ludzi?
Czy zamiast „radykalnie nienawidzącym” nie lepiej być „radykalnie kochającym”?
El NIÑO, CZYLI ANOMALIA POGODOWA
![]() |
| Źródło: www.weatherwatch.co.nz |
Czym jest El Niño?
Jako pierwsi zjawisko nietypowego ocieplenia wód przybrzeżnych Oceanu Spokojnego zaobserwowali peruwiańscy rybacy. Ze względu na fakt występowania tej anomalii na początku roku, w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, nadali zjawisku nazwę El Niño, co po hiszpańsku znaczy: „chłopczyk” lub „Dzieciątko”. Nazwa przyjęła się w literaturze naukowej w latach 80. XX wieku.
Normą wynikającą z tzw. cyrkulacji Walkera (określenie wywodzi się od nazwiska brytyjskiego meteorologa Gilberta Walkera) jest istnienie równowagi między ciepłymi wodami zachodniego Pacyfiku a chłodnymi na wschodnim Pacyfiku za którą odpowiadają wiatry zwane pasatami. Pasaty spychają ciepłe wody powierzchniowe na zachód, co skutkuje ulewnymi tropikalnymi deszczami w północnej Australii i na wyspach Archipelagu Malajskiego. W tym samym czasie u wybrzeży Ameryki Południowej panuje susza, a w strefie brzegowej występuje tzw. upwelling, czyli zjawisko wypływania zimnych, żyznych wód bogatych w fitoplankton i ryby. Dlatego zachodnie wybrzeża Ameryki Południowej uchodzą za jedno z najlepszych łowisk na świecie.
![]() |
| Źródło: http://wyborcza.pl/51,75248,19134631.html?i=7 |
![]() |
| Anomalie pogodowe wywołane przez El Niño |
piątek, 8 lutego 2019
Z POWAŻANIEM..., CZYLI O MODLITWIE
Taka scenka z filmu „Ania, nie Anna” – bliska treści
książki (sprawdziłem).
– Aniu, musisz się modlić
mieszkając w tym domu. Uklęknij – powiedziała zdecydowanym głosem Maryla Cuthbert.
– Jestem gotowa. Co mam mówić?
– rzekła Ania, klękając przy swoim łóżku.
– Jesteś wystarczająco duża,
aby modlić się samodzielnie. Podziękuj Bogu za Jego błogosławieństwa i poproś,
pokornie, o to czego pragniesz.
– Postaram
się jak najlepiej potrafię. Łaskawy niebiański Ojcze… Tak mówią pastorzy, więc
to chyba odpowiedni zwrot? Łaskawy niebiański Ojcze, dziękuję za Białą Drogę Zachwytu
i Jezioro Lśniących Wód, a także za drogą Bellę i wspaniałą Królową Śniegu.
Jestem za to wszystko niezmiernie wdzięczna. Więcej błogosławieństw nie
przychodzi mi na myśl. Rzeczy których pragnę są krocie, a wymienianie ich
zabrałoby mi tak dużo czasu… Wspomnę tylko o dwóch najważniejszych. Pozwól mi
tu pozostać. Spraw, żebym była ładna gdy dorosnę. Z poważaniem, Ania Shirley.
Skończyłam. Dobrze mi poszło? – spytała Ania.
– Mogło
być gorzej. Kładź się do łóżka – odpowiedziała, oszczędnie Maryla.
–
Ach, właśnie sobie uświadomiłam, że mówi się „Amen”, jak zwykli to robić
pastorzy, zamiast „Z poważaniem”. Czy to duża różnica?
– Raczej nie… – odparła na odchodne Maryla.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































